Kopciuszek po polsku
Ta historia ma coś wspólnego z bajkowym Kopciuszkiem - but. A raczej trampek, zaś ściślej mówiąc jego odcisk. "Fakt" opisuje, jak na podstawie śladu tramka pogranicznicy nałożyli grzywnę na "Bogu ducha winnego człowieka". I odwrotnie niż w bajce, na razie jest to historia bez szczęśliwego zakończenia.
- Bajki dla dzieci dobre też dla rodziców
- Czeczeńcy masowo uciekają z Polski
- Czeczenka przemycała w autobusie cudze dzieci
- Czeczenka stara się o status uchodźcy
- W połowie grudnia znikną polskie granice
- Straż Graniczna i jej błędy w sprawie Nigeryjki
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Strażnikom granicznym z Podlasia, jak księciu z bajki tropiącemu ukochaną, która zostawiła po sobie tylko pantofelek, wytrwałości nie brakowało. Gotowi na wszystko szli uparcie za śladem... trampek zostawionym przez nieznajomego na zaoranym pasie ziemi. Objechali wiele wsi, by w końcu trafić do Siemieniakowszczyzny, gdzie mieszkał Eugeniusz Łukasza. I tu mogli zakrzyknąć z radości. Jego tenisówki jak ulał pasowały do tropu zostawionego na granicy.
Odnalezionemu z wielkim trudem podlaskiemu kopciuszkowi nie przywozili jednak szczęśliwych wieści. Musi zapłacić karę 1700 zł.
"To nie ślad mojego buta został tam w lesie" - tłumaczy. "Przecież w takich samych butach chodzi cała wieś" - denerwuje się pan Eugeniusz, który został skazany za nielegalne przekroczenie granicy. "Od 15 lat nie byłem w pobliżu granicy. Przez to, że chodzę w podobnych butach, do tych, których ślad znaleziono na granicy, muszę zapłacić taką wysoką karę. Za takie pieniądze mógłbym sobie kupować tenisówki do końca życia" - zarzeka się pan Eugeniusz.
Pewnej nocy strażnicy odkryli na granicy ślady butów. Ktoś przeszedł po zaoranym pasie pięć metrów, a potem zawrócił. Natychmiast rozpoczęli poszukiwania. Pies tropiący doprowadził ich do rodzinnej wsi pana Eugeniusza. "Właśnie jechałem rowerem. A tu nagle zatrzymują mnie, jak jakiegoś przestępcę. Jak przemytnika" - skarży się rozżalony. Pogranicznicy zabrali mężczynę na strażnicę i zrobili odlew śladów, które zostawiają jego trampki. I na tej podstawie pan Eugeniusz został podejrzany, a potem skazany za nielegalne przekroczenie granicy.
"Przeciwko temu panu świadczyła ekspertyza wykonana na podstawie odlewu gipsowego śladu, który znaleźliśmy" - przyznaje w rozmowie z "Faktem" podpułkownik Andrzej Jarmoszuk, komendant Straży Granicznej Siemianówka.
Problem w tym, że takie same tenisówki nosi mnóstwo ludzi z okolicznych wsi. "Bo są wygodne i tanie" - mówi pan Marek z Siemieniakowszczyzny, pokazując stopy w trampkach. "Jedna para kosztuje kilkanaście złotych" - dodaje Pan Mirek z sąsiedniej wsi Babia Góra, który nosi identyczne tenisówki.
Pan Eugeniusz czuje się niesłusznie skazany. Złożył już odwołanie od wyroku. "Nie jestem jakimś kopciuszkiem. Będę bronił swojego honoru" - mówi pan Eugeniusz.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!