Nie wyrzucą chorego Jasia na Białoruś
Wszyscy, którzy trzymali kciuki za dziesięciomiesięcznego, chorego na mukowiscydozę Jasia, mogą odetchnąć z ulgą. Chłopiec nie zostanie odesłany na Białoruś. Choć, jak na razie, nie ma polskiego obywatelstwa - a tylko białoruskie - Sąd Rejonowy w Lublinie wstrzymał decyzję o jego deportacji.
- Prawo nie broni dzieci przed biciem
- Matka Jasia nie chce wracać na Białoruś
- Deportacja to dla Jasia wyrok śmierci
- Jaś na razie zostaje w Polsce
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prokuratura zleciła już zbadanie jednego mężczyzny - Polaka - w celu ustalenia ojcostwa. To właśnie jego wskazała matka chłopca jako ojca Jasia. Jeśli okaże się to prawdą, Jasiowi będzie przysługiwało polskie obywatelstwo, a co za tym idzie - prawo do pobytu i leczenia w naszym kraju.
Matka dziecka - Białorusinka - poprosiła wojewodę lubelskiego o zalegalizowanie swojego pobytu w Polsce. Twierdzi, że mieszka w naszym kraju od 1996 roku. Do tego ma troje dzieci, z których dwójka urodziła się w Lublinie. "Moje dzieci znają tylko język polski" - tłumaczy kobieta. I dodaje, że nie chce wracać na Białoruś w obawie przed szykanami.
Chłopczyk naprawdę nazywa się Paweł Iwanow. Jednak w Polsce nazwano go Jasiem. Urodził się kwietniu zeszłego roku w Lublinie. Kobieta zrzekła się dziecka tuż po jego urodzeniu. Przez kilka miesięcy chłopczyk leczył się w jednym ze szpitali na Lubelszczyźnie. W końcu jednak trafił do rodziny zastępczej z Gdyni. Niedługo potem Białoruś upomniała się o chłopca i zwróciła się do władz polskich o wydanie chłopca jako swojego obywatela. Sąd w Lublinie jednak się na to zgodził.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!