Mandat dla ochroniarza prezydenta
Osobowy opel staranował auto prezydenckiej kolumny zmierzającej na warszawskie lotnisko. Okazuje się jednak, że to nie kierowca opla jest winny wypadku, a agent Biura Ochrony Rządu, w którego auto wjechał - twierdzi policja. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Skończyło się na mandacie dla oficera ochrony.
- Oficer BOR przedszkolanką
- Schetyna boi się o Kaczyńskiego
- Policja szokuje filmem z wypadków
- Oficer BOR już nie wyprowadzi psa
- BOR-owcy już nie będą lokajami
- Rząd zabiera Kaczyńskiemu ochronę
- "Tusk gra pod publiczkę"
- Polacy dostali mandaty za pół miliarda złotych
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prezydencka kolumna właśnie jechała na lotnisko, skąd Lech Kaczyński miał odlecieć do Gdańska. Nagle, na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz Banacha, w auto, które jechało za prezydentem, wjechał osobowy opel.
Świadkowie twierdzili, że to kierowca opla wymusił pierwszeństwo przejazdu. Mówili, że rozmawiał przez telefon komórkowy i nie zauważył, że prezydencka kolumna hamuje.
Policja jest jednak innego zdania. Według funkcjonariuszy, to agent BOR ponosi winę za kraksę. Nie precyzują jednak, w jaki sposób zawinił. Ale wygląda na to, że to agent rozmawiał przez telefon. W każdym razie oficer uznał swoją winę i przyjął mandat.
Na szczęście nikomu - ani prezydentowi, ani jego ochroniarzom, ani także kierowcy opla - nic się nie stało. Lech Kaczyński bezpiecznie dojechał na lotnisko i odleciał na wybrzeże, gdzie towarzyszy prezydentowi Azerbejdżanu Ilhamowi Alijewowi w drugim dniu jego wizyty w Polsce.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!