Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Księża wygłaszają kradzione kazania

2008-02-28 | Ostatnia aktualizacja: 18:17 | Komentarze: 0 | skomentuj

Nie tylko uczniowie ściągają z internetu gotowe wypracowania. Z sieci korzystają również księża, którzy szukają tam tekstów homilii. Ale prawnicy i specjaliści nie mają wątpliwości - wygłaszanie cudzych kazań to zwykła kradzież.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Wystarczy wejść na strony www.angelus.pl, www.kazania.org czy www.pawlowski.dk. Tam księża zamieszczają swoje autorskie kazania. A inni kapłani często ściągają je i wygłaszają jako własne podczas mszy - pisze "Gazeta Wyborcza".

Specjaliści od homiletyki i prawnicy mówią zgodnie: takie postępowanie jest przestępstwem. Bo homilia to utwór, a zatem podlega ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

"Jeśli ktoś wygłasza czyjeś kazania i nie mówi, że to nie są jego słowa, popełnia przestępstwo. To sytuacja analogiczna do tej, gdy student bierze cudzą pracę magisterską i przedstawia jako własną. Taki ksiądz po pierwsze, kłamie, a po drugie, kradnie. To mocne słowa, ale taka jest prawda" - tłumaczy profesor Tomasz Naganowski, specjalista prawa prasowego i prawa własności intelektualnej z Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu.

Podobnego zdania jest ksiądz profesor Wiesław Przyczyna, wykładowca Papieskiej Akademii Teologicznej. "Są różne pomoce, inspiracje, pomagają trafnie ująć dany temat. Jeśli księża ubiorą to we własne słowa, nie ma w tym nic zdrożnego. Ale kazania ściągnięte żywcem z internetu to nie jest świadectwo. Jeśli o tym mówimy, to nie dlatego, żeby atakować księży. To przestroga i troska o uczciwość w Kościele" - podkreśla autor książki o tym problemie "Ściągać czy nie ściągać?".

W skrajnym przypadku autor tesktu ściągniętego z internetu kazania mógłby pozwać do sądu księdza, który je wykorzystał. Grozi za to kara grzywny albo nawet trzyletnie więzienie.

Jednak nie wszyscy są tak radykalni. "Jeśli jakiś kapłan skorzystałby z mojego kazania, to by mnie to ucieszyło. Kapłan to nie biznesmen, a kazanie nie towar. Celem biznesu jest zysk, celem kaznodziejstwa doprowadzenie człowieka do zbawienia" - ocenia ksiądz Eugeniusz Burzyk z Bielska-Białej, który zamieszcza swoje kazania w internecie.

Bartłomiej Bajerski
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «