Dochnal: Ukradli mi pieniądze za działkę
"Gdy byłem w areszcie, Peter Vogel (uznawany za kasjera lewicy) z adwokatem Kucińskim sprzedali w moim imieniu moją działkę na rogu Pięknej i Koszykowej w Warszawie. Ale żona pieniędzy nie dostała. Zostały ukradzione" - mówi "Polityce" Marek Dochnal.
- "Wprost" zawiesza dziennikarkę za Dochnala
- Dochnal sam odesłał sądowi paszport
- Ziobro: Dochnal wybrał mafijną zmowę milczenia
- Dochnal wrócił na salony
- Kaucja wpłacona, Dochnal wolny
- "PiS szukał u mnie haków na Platformę"
- Dochnal w karakułach na bazarze
- Dochnal pokonał fiskusa
- Dochnal w celi zarobił miliony
- Dlaczego Dochnal zarabiał w areszcie?
- "Kasjer lewicy" zatrzymany dzięki mailom do Dochnala
- Dochnal oskarża dziennikarzy
- Dochnal: Naczelny lobbysta III RP
- "Z Księżyca też nie dzwoniłem do Dochnala"
- Vogel kandydatem na świadka koronnego
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"W tej sprawie na szczęście toczy się już postępowanie. W takiej sytuacji do mojej żony - która znajdowała się pod różnego rodzaju presjami, i do teściowej, którym też postawiono zarzuty, w moim przekonaniu wyłącznie po to, by uniemożliwić mi widzenia, bo aktów oskarżenia do dziś nie ma - przychodzili różni ludzie, obiecując pomoc" - żali się dalej Dochnal.
Zwolniony niedawno z aresztu lobbysta narzeka też na sposób prowadzenia śledztwa. "Prokuratorzy pod kierownictwem Olejnika szukali czegoś w różnych zabezpieczonych u mnie dokumentach. Zresztą określenie zabezpieczenie brzmi absurdalnie, bowiem gdy zabierano je z mojego biura, spisano po prostu: 117 segregatorów, każdy po ok. 500 kart. I tyle. Jakie to pole do nadużyć!" - mówi Dochnal.
Opowiada też o kulisach rozprawy sądowej, podczas której zdecydowano o jego dalszym aresztowaniu.
"Odbywało się to w nocy, a sprawę rozpatrywała pani asesor sądu rejonowego, która miała dziecko pozostawione bez opiekunki i tylko o tym myślała, bo przez telefon komórkowy ciągle do kogoś dzwoniła powtarzając: <tak, tak, zaraz wychodzę>. Otóż prokurator, występując o areszt, stawiał zarzut dodatkowy, ale w oparciu o wszystkie poprzednie zarzuty. Wówczas ona, młoda osoba, spojrzała na prokuratora Rocha, który do dziś prowadzi moją sprawę, i prawie krzycząc na niego, z takim charakterystycznym gestem rozłożenia rąk w bezradności czy rozpaczy, mówiła: panie prokuratorze, te zarzuty… niech pan wybierze z tego jakiś jeden, ale sensowny! Wybrał to niby pranie brudnych pieniędzy. Ona wtedy powiedziała: no, dobrze. Może miała nawet poczucie, że zrobiła coś dobrego, bo wprawdzie zastosowała areszt, ale walczyła" - opowiada Marek Dochnal.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!