Wezwał policjantów, by zabrali go od żony
Jak rozwiązać małżeńskie problemy? Wezwać na pomoc policję. A jak mundurowi nie będą chcieli przyjechać, to zagrozić, że... rzucimy w żonę granatem. Właśnie tak zrobił mieszkaniec Kazimierza Dolnego. Teraz stanie przed sądem za posiadanie broni.
- Matka chciała udusić półroczną córeczkę
- 12-latek potrącił autem pijaną matkę
- Chciał jechać 140 kilometrów z pięcioma promilami
- Granat rozerwał go na strzępy
- Zabili przechodnia za papierosa
- Podpalił jej dom, bo go nie chciała
- Pijany 15-latek zabił nożem starszego brata
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Zabierzcie mnie stąd, bo mam dosyć kłótni z moją babą" - wybełkotał do słuchawki telefonu 41-letni mężczyzna. Dyżurny na komisariacie zlekceważył jednak jego prośbę. Uznał, że skoro ma on dosyć żony, to sam może wyjść z domu na spacer - policyjna eskorta nie jest mu do tego potrzebna.
Mężczyzna nie poddał się. Zadzwonił do komendy w Puławach i powtórzył prośbę. Tym razem jednak wzmocnił ją wybuchowym argumentem: "Mam granat i nie zawaham się go użyć". No i udało się - policjanci przyjechali.
41-latek zatęskni jeszcze za kłótliwą żoną - z powodu granatu, który policjanci znaleźli w dziupli drzewa obok domu mężczyzny. Za nielegalne posiadanie amunicji może trafić za kratki na osiem lat.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!