Sprawca przemocy domowej z daleka od ofiary
Elżbieta Radziszewska, pełnomocniczka rządu ds. równego statusu prawnego, opowiada się za wprowadzeniem ustawowego zakazu zbliżania się sprawcy przemocy domowej do ofiary. Jak dowiaduje się DZIENNIK, projekty nowelizacji są już przygotowywane i mają trafić do Sejmu na jesieni.
- Katował dzieci swojej kochanki
- Zakatował maleńkiego synka, bo przeszkadzał mu pić
- Połowa Polaków bije dzieci
- Rodzice 4-letniej Ani też odpowiadają za jej śmierć
- Wujek przyznał się do bicia 1,5-rocznej Nikoli
- Przywiązał niemowlaka kolczatką do łóżka
- Zasztyletował ojca w obronie mamy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sprawa jest nagląca. "Szacuje się, że różnego rodzaju przemocy - fizycznej, seksualnej, ekonomicznej czy psychicznej - doświadcza od 25 do 30 proc. kobiet " - mówi Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet. W Polsce wobec sprawcy przemocy można zastosować tymczasowy areszt lub dozór policyjny. Środowiska kobiece od lat przekonują, że prawo jest martwe. "Dozór policyjny nic nie zmienia. Człowiek melduje się na komisariacie, podpisuje świstek papieru i na tym koniec. Z kolei więzienia są przepełnione, więc i groźba aresztu nie zdaje egzaminu" - przekonuje Urszula Nowakowska. Z tego względu wprowadzenie ustawowego zakazu zbliżania się będzie głównym postulatem dzisiejszej konferencji „Prawa i Godne Życie dla Kobiet Ofiar Przemocy”, którą zorganizowało Centrum i na której pojawi się Elżbieta Radziszewska.
Teraz zakaz zbliżania się może wydać sąd. Problem jednak w tym, że postępowania ciągną się miesiącami. I brakuje przepisów nakazujących sprawcy opuszczenie mieszkania. "Buduje się coraz więcej schronisk, do których uciekają mamy z dziećmi, a sprawca w tym czasie spokojnie mieszka w bardzo wygodnych domowych pieleszach" - komentuje Kochan.
Jak to zmienić? "Chcemy, żeby nakaz opuszczenia mieszkania mogła wydać policja podczas interwencji. Bez dociekania, czy mieszkanie jest żony, męża, czy wspólne. Zakaz zbliżania się może być też stosowany jako środek zapobiegawczy" - mówi Urszula Nowakowska.
Czy takie postulaty poprze Elżbieta Radziszewska? "Poprę. Poprę każdą dobrą inicjatywę, która będzie skutkować tym, że ofiara przestanie być ofiarą w momencie udowodnienia winnemu przemocy. Nie może być dłużej tak, że sprawca przemocy zostaje w mieszkaniu, a kobieta z dziećmi ucieka" - mówi twardo pełnomocniczka rządu. I dodaje. "Przemoc i bicie nie są polityczne. Wierzę, że w tej sprawie można się porozumieć ponad podziałami".
Urszula Nowakowska nie kryje obaw. Przypomina gorącą dyskusję, która przetoczyła się w Sejmie, kiedy ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie uchwalała lewica. "Świetnie pamiętam te wypowiedzi, że nie można wprowadzić zakazu zbliżania się, bo <gdzie się podzieje biedny mężczyzna>, że mieszkanie to jego święta własność, a <jak się dziecku nie dołoży, to się go nie wychowa>" - przypomina.
Jednak szefowa Parlamentarnej Grupy Kobiet twierdzi, że sprawa już teraz nabiera realnych kształtów. "Zapewniono nas, że rząd pracuje nad rozwiązaniami legislacyjnymi. Spodziewam się, że na jesieni konkretne projekty trafią już pod obrady Sejmu" - mówi Kochan.
Na razie postulaty Elżbiety Radziszewskiej znajdują pełny poklask w szeregach opozycji. "To jest bardzo dobra informacja. Przemoc w rodzinie to jeden z poważniejszych problemów w Polsce a dotyczy głównie kobiet i dzieci" - mówi Joanna Senyszyn z LiD. Wtóruje jej Jolanta Szczypińska. "Takie przepisy są konieczne. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości" - mówi posłanka PiS.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!