Rządowy szpital pozywa prezydenta za długi
Szpital z Gdańska chce pieniędzy od prezydenta. Za co? Za to, że karetka z tej placówki czuwała w pobliżu głowy państwa przez 71 dni w zeszłym roku, podczas urlopu Lecha Kaczyńskiego. Szpital wystawił rachunek na 214 tysięcy złotych, ale zapłaty nie dostał. DZIENNIK dotarł do pozwu, z jakim placówka idzie do sądu.
- Z miłości do brata
- Prezydent podpisze traktat lizboński
- Rząd ma pretensje o wydatki prezydenta
- Minister Tuska: Prezydent powinien zapłacić za karetkę
- Kolejny szpital narzeka na prezydenta
- Kaczyński poleci bronić Gruzji
- Dorn nie zapłacił za karetkę
- Niesiołowski: Prezydent jest nabzdyczony
- "Karetka nie czekała na prezydenta pod płotem"
- Prezydent wyjechał na wakacje do Juraty
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Szpita MSWiA domaga się od prezydenta Lecha Kaczyńskiego zapłacenia rachunków za opiekę medyczną podczas wakacyjnych pobytów głowy państwa w Juracie. Spór dotyczy karetki z załogą,
która była przeznaczona do wyłącznej dyspozycji głowy państwa. Rozstrzygnie go warszawski sąd, do którego w najbliższych dniach trafi pozew szpitala.
DZIENNIK dotarł do treści pozwu podpisanego przez dyrektora oraz prawnika z trójmiejskiego szpitala. Wynika z niego, że szykuje się proces, jakiego dotąd w Polsce nie było. Z jednej strony na
sądowej ławie zasiądą szefowie gdańskiego szpitala. Ich przeciwnikami - jak sami napisali w pozwie - mają być prezydent Rzeczypospolitej Polskiej oraz przedstawiciele Biura Ochrony
Rządu.
"Szpital ma długi, jest w złej kondycji finansowej. Dlatego zapadła tam decyzja, aby domagać się spłaty rachunków co do złotówki" - tłumaczy urzędnik resortu spraw
wewnętrznych i administracji.
Kością niezgody jest karetka należąca do szpitala. Kancelaria Prezydenta oraz Biuro Ochrony Rządu domagały się, aby szpital podczas każdego pobytu prezydenta w nadmorskiej Juracie wysyłał
tam karetkę reanimacyjną. Wraz z lekarzem i sanitariuszami stała w gotowości przez 24 godz. na dobę. Tylko latem i jesienią 2006 r. było to 71 dni! Z dokładnej statystyki przytoczonej w
piśmie procesowym wynika, że było to 33 dni urlopu prezydenta i 38 przedłużonych wypadów weekendowych.
"Koszt wyliczyliśmy na 214 tys. zł. Tylko że tych rachunków nikt nie chce szpitalowi pokryć. Powiększają one straty szpitala" - mówi nasz rozmówca.
Do 2006 r. koszty opieki medycznej prezydenta w Juracie szpitalowi zwracało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Rachunki nie zostały uregulowane jeszcze w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Obecne kierownictwo resortu wywodzące się z Platformy Obywatelskiej nie ma zamiaru ułatwiać życia urzędnikom podległym Lechowi Kaczyńskiemu i zdecydowanie odmówiło zapłacenia
rachunków.
Powód jest prosty: zgodnie z prawem koszty leczenia głowy państwa są refundowane w trakcie oficjalnych wizyt. A urlop oraz wypady weekendowe, według wykładni prawników szpitala i resortu, do
takich nie należą. Również Kancelaria Prezydenta nie ma zamiaru płacić. Szpital po raz pierwszy o spłatę długu zwrócił się już pod koniec 2006 r. Jednak urzędnicy kancelarii Lecha
Kaczyńskiego zdecydowanie odmówili dokonania przelewów.
"Kancelaria nie widzi podstaw ponoszenia kosztów wynikających z przesłanych faktur" - uzasadniła odmowę w czerwcu 2007 r. wicedyrektor zespołu obsługi organizacyjnej
prezydenta RP Ewa Wiśniewska. W efekcie dyrekcja gdańskiego szpitala została na lodzie z niezapłaconymi fakturami.
Prezydencki ośrodek w Juracie ukryty na Półwyspie Helskim cieszy się popularnością wśród kolejnych głów państwa. Pierwszy rozsmakował się w nim Aleksander Kwaśniewski. Często spędzał
tam wolny czas i przyjmował gości. Podobnie Lech Kaczyński, który oprócz gości takich jak George Bush zaprasza na weekendy również swojego brata.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!