Zamordowani Polacy dali życie Irlandczykom
Mijają właśnie dwa miesiące od chwili, gdy w Dublinie z rąk pijanego irlandzkiego nastolatka zginęło dwóch Polaków. O tragedii i policyjnym śledztwie obszernie pisały gazety w Polsce i Irlandii, jednak niemal całkiem bez echa przeszła inna informacja - rodziny zabitych Polaków zgodziły się oddać ich organy na przeszczep. Uratowały w ten sposób co najmniej siedmioro Irlandczyków - pisze DZIENNIK.
- Ekskomunikowany ksiądz dał ślub Polakowi
- Polacy, głosujcie i startujcie w Irlandii!
- Zasztyletowani, bo byli Polakami
- Dublin: 3,5 godziny w kolejce do głosowania
- Irlandia tłumaczy przepisy drogowe na polski
- Aktor "Harry'ego Pottera" zamordowany
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
26-letni Paweł Kalita i 28-letni Mariusz Szwajkos byli w Irlandii od ponad roku. Obaj pracowali w warsztacie samochodowym na przedmieściach Dublina. Gdy feralnego wieczoru 23 lutego wracali do
domu, zaczepiła ich grupa irlandzkich nastolatków, żądając, by kupili im piwo. Polacy odmówili, a wtedy pijany 17-latek rzucił się na Pawła i zadał mu trzy ciosy śrubokrętem w krtań.
Chwilę później ten sam chłopak zaatakował również Mariusza. Paweł umarł jeszcze w karetce pogotowia, jego kolega przez kolejne pięć dni bezskutecznie walczył o życie w szpitalu.
Do Dublina natychmiast pojechała zawiadomiona przez irlandzką policję matka Pawła Justyna Kalita. Tam w szpitalu Beaumont Hospital leżał pod respiratorem jej syn. Był w stanie śmierci
mózgowej. "Modliłam się o cud, ale już nic nie dało się zrobić" - opowiada płacząc. Płakała również wtedy, gdy irlandzki lekarz poprosił ją o zgodę na pobranie
narządów syna.
"Opowiadał mi, jak cierpią ludzie, którzy latami czekają na przeszczep. Tłumaczył, że są właściwie skazani na śmierć, bo w Irlandii dawca z tak rzadką grupą krwi jak mój
Paweł trafia się niezwykle rzadko" - szlocha kobieta. Matka zgodziła się na pobranie organów. "Dzięki temu Pawełek jest ze mną, jego serce jeszcze bije, nie wszystko poszło
do ziemi" - mówi. Organy jej zmarłego syna uratowały życie pięciu osobom.
Zgodę na pobranie narządów podpisał również brat Mariusza Szwajkosa. Nie wahał się długo, gdy lekarze przekonywali, że dzięki temu nowe życie dostanie kilku ciężko chorych
Irlandczyków. "Nie każdego byłoby stać na taki piękny gest. To niesamowite, że tracąc w tak dramatycznych okolicznościach najbliższą osobę z rodziny, potrafili zdobyć się na
ofiarę i przebaczenie" - mówi Jan Sipior, wójt Szczucina, skąd pochodził Mariusz Szwajkos.
Zdaniem księdza Tomasza Kraja, bioetyka z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, rodzice zgadzający się na pobranie organów od ich zmarłych dzieci zasługują na wielkie uznanie.
Zwłaszcza gdy śmierć nastąpiła w wyniku brutalnego zabójstwa. "Zło należy zwyciężać dobrem. Choć ta logika wielu ludziom wydaje się szalona, to właśnie ona wydała wielu
świętych i to właśnie ona przemienia świat, czyniąc go lepszym" - tłumaczy ksiądz Kraj.
Sami Irlandczycy byli bardzo zaskoczeni postawą polskich rodzin. Lekarze z Beaumont Hospital otwarcie przyznawali, że nie mieliby za złe krewnym obu Polaków, gdyby odmówili zgody na pobranie
narządów. Sprawa było szeroko komentowana przez prasę na wyspie, a przez czołowe irlandzkie gazety przetoczyła się dyskusja o gwałtownie rosnącej przestępczości wśród nastolatków.
Dokładnie tydzień po zabójstwie obu Polaków, w miejscu, w którym zostali zaatakowani, odbyła się manifestacja poświęcona ich pamięci. 17-latek oskarżony o podwójne morderstwo został
zwolniony za kaucją i będzie odpowiadał z wolnej stopy.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!