Krawczyk zapłakana, Lepper uciekł z sali
Aneta Krawczyk - kobieta, która ujawniła seksaferę w Samoobronie - zeznaje przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim. Przed wejściem na salę żartowała, ale w przerwie zeznań była już cała rozstrzęsiona i miała łzy w oczach. Jej słów słuchali oskarżeni: Stanisław Łyżwiński i Andrzej Lepper. Ten drugi jednak zaraz wyszedł z sali.
- Lepper: Gdybym mógł mówić, byłaby rewelacja
- "Lepper kazał mi klękać i klaskać"
- Dlaczego nie podziękuję Anecie Krawczyk
- Czeka pani na seksualną propozycję?
- "Spełnię twoje marzenia sado-maso"
- Seksafera: Andrzej, nie martw się!
- Łyżwińskiemu nie wolno błogosławić syna
- Łyżwińska: Mam nowe dowody, że Krawczyk kłamie
- Pierwszy skazany za seksaferę
- Lepper i Łyżwiński staną przed sądem za seksaferę
- Seksafera niczego polityków nie nauczyła
- PiS i SLD: Złagodzić zakaz dla skazanych polityków
- Seksafera w sądzie
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przeczytaj zeznania kobiet oskarżających Leppera
Tuż przed rozprawą Krawczyk zapewniła, że nie boi się spojrzeć oskarżonym w oczy. "Mam ciemne okulary" - żartowała. Była ubrana na czarno, żuła gumę. W czasie półgodzinnej przerwy w rozprawie opuściła budynek sądu. Ale wtedy już płakała. "Podjęła decyzję, żeby zeznawać, ale jest to dla niej bardzo stresujące" - tłumaczyła adwokat Anety Krawczyk, Agata Kalińska-Moc.
Z dziennikarzami przed rozprawą niechętnie rozmawiał lider Samoobrony. Pytany, czy nie boi się, że Aneta Krawczyk może ujawnić nowe szczegóły seksafery, ironizował: "Tak się boję, że aż się trzęsę. No całą noc nie spałem!". Do końca rozprawy Lepper nie dotrwał. Z sali sądowej szef Samoobrony - wyraźnie podenerwowany - wyszedł po czterdziestu minutach.
To drugie posiedzenie sądu w tej sprawie. Na pierwszym Anety Krawczyk nie było. Stawiła się jedynie jej adwokat - mecenas Agata Kalińska-Moc. Na jej wniosek sąd utajnił rozprawę, choć sprzeciwiali się temu oskarżeni i ich obrońcy.
Afera wybuchła w grudniu 2006 roku, gdy Aneta Krawczyk, była działaczka Samoobrony i była radna sejmiku wojewódzkiego w Łodzi, opowiedziała dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" o swoich kontaktach ze Stanisławem Łyżwińskim i Andrzejem Lepperem. Obaj mieli ją zmuszać do seksu w zamian za pracę w biurze Samoobrony.
Krawczyk twierdziła także, że Łyżwiński jest ojcem jej najmłodszej córki. Jednak testy DNA tego nie potwierdziły. Na ojcostwo kilkulatki badano także Andrzeja Leppera - tu też wynik był negatywny.
Po wyznaniu Anety Krawczyk do prokuratury zgłosiły się kobiety, które twierdziły, że również były wykorzystywane przez działaczy Samoobrony. Po ponadrocznym śledztwie i przesłuchaniu ponad 220 świadków, w lutym tego roku akt oskarżenia trafił do sądu.
Łyżwiński na rozprawy dowożony jest z aresztu tymczasowego - siedzi tam od sierpnia ubiegłego roku. Andrzej Lepper odpowiada z wolnej stopy.
Łyżwiński oskarżony jest m.in. o zgwałcenie kobiety, a obaj byli posłowie - o żądanie i przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym od działaczek Samoobrony. Lepperowi grozi osiem lat, a Łyżwińskiemu - dziesięć lat więzienia. Żaden nie przyznaje się do winy.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!