Rutkowski mógł pomagać porywaczom
Detektyw Krzysztof Rutkowski mógł współpracować z porywaczami - podejrzewa Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa. Ale nazwisko Rutkowskiego pojawia się też przy innych porwaniach. Obciążają go zeznania skruszonego gangstera i materiały operacyjne CBŚ - donosi "Wprost".
- Oskarżani policjanci: Olewnikowie kręcą
- Czwarty zły policjant w sprawie Olewnika
- Olewnik zginął zamiast niego?
- Prokuratura zajmie się internetowym szantażystą
- Prokuratorzy popełnili błędy w sprawie Olewnika?
- Olewnikowie odrzucili policyjną ochronę
- Włamanie miało zastraszyć Olewników
- Pracownik Olewnika pomagał mordercom
- Detektyw Rutkowski kłamał w sprawie Olewnika?
- Takie było moje życie z Rutkowskim
- Policjanci bez kary za śmierć Olewnika
- Olewnik: Boimy się o życie, chcemy ochrony
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oskarżenia pod adresem Rutkowskiego - także o wyłudzenie pieniędzy - rodzina Olewników stawiała już w kwietniu. A według "Wprost" znany detektyw mógł pomagać gangsterom także w innych głośnych porwaniach. Jak twierdzą informatorzy tygodnika, śledczy zastanawiają się nad postawieniem mu zarzutów.
Najpoważniejszy dowód obciążający Rutkowskiego znajduje się w aktach sprawy porwania Mariusza M., który wiosną 2004 roku w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął w Piasecznie - pisze "Wprost".
Kilka dni później z jego rodzicami skontaktował się porywacz, który za uwolnienie Mariusza M. zażądał miliona złotych. Aby udowodnić, że przetrzymuje uprowadzonego, przesłał rodzinie obcięty palec ofiary. Równocześnie rodzina Mariusza M. wynajęła detektywa Rutkowskiego. Na początek otrzymał od rodziców kilkadziesiąt tysięcy złotych zaliczki - pisze "Wprost".
Jego działania nic jednak nie dały - po porwanym ślad zaginął. Do sprawy wrócono dwa lata później, gdy w ręce policji wpadł przestępca z gangu mokotowskiego. Chcąc wytargować mniejszy wyrok, zaczął sypać i szczegółowo opowiadać o porwaniu. "Rutkowski i jeden z jego ludzi przyjeżdżali do nas potajemnie. Raz, kiedy M. rozpoznał Rutkowskiego, zaczął na jego widok szarpać się i krzyczeć: Człowieku, błagam cię, pomóż mi, jesteś przecież detektywem" - można przeczytać w notatce policjanta, który przesłuchiwał gangstera.
Od tego czasu ślad po uprowadzonym się urwał. Czy Mariusz M. został zamordowany, bo zorientował się, że detektyw Krzysztof Rutkowski współpracuje z gangsterami i bierze pieniądze od jego rodziny za udawane próby pomocy? - pyta "Wprost".
Detektyw Rutkowski w rozmowie z tygodnikiem na początku mówił, że sprawy uprowadzenia Mariusza M. nie pamięta. Później, gdy sobie o niej przypomniał, stwierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia.
"Pieniądze, które podjąłem, zostały w całości wykorzystane na nasze działania. To nie nasza wina, że porwanego nie udało się odbić" - mówi Rutkowski. Kategorycznie zaprzecza, by widział się z Mariuszem M. po jego uprowadzeniu.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!