Dziennik Gazeta Prawana logo
Nad kalifornijskim San Francisco nie unoszą się już plastikowe torebki. Pół roku temu władze tego miasta jako pierwsze w USA - po długiej walce z potężnym lobby producentów i sprzedawców - zakazały używania ich przez supermarkety.

Supermarket Castro Safeway przy skrzyżowaniu Market i Dolores jest widoczny z daleka. Popielate pudło bez okien sprzedające tanio m.in. importowane z Meksyku bezwonne pomidory było do niedawna zmorą okolicy. "Fruwające w pobliżu torebki były jego znakiem rozpoznawczym. Wiele z nich wiatr zanosił potem prosto do oceanu, który jest zaledwie kilometr stąd" - tłumaczy mi Jenny Gavin, pielęgniarka, która mieszka kilka przecznic dalej na Camp Street.

Miliony z tych torebek wraz z innymi odpadami wyprodukowanymi przez mieszkańców SF prądy oceaniczne zaniosły w okolice Hawajów. To m.in. z nich powstał Wielki Pacyficzny Płat Śmieci - miejscami gruba nawet na kilka metrów warstwa unoszących się na wodzie plastikowych odpadów, która sięga już japońskich wysp.

Dlatego Jenny, jak wszyscy jej znajomi, z radością przyjęła decyzję władz miasta zakazującą dużym sklepom używania plastikowych toreb do pakowania. Teraz otrzymuje zakupy w torbie papierowej (papier pochodzi z makulatury) lub przychodzi z własną torbą ekologiczną, która po zużyciu może zostać przerobiona na kompost. "Takie torby można u nas kupić wszędzie, nawet w sklepikach z pamiątkami dla turystów" - opowiada Luke Thomas, wydawca internetowej gazety "The Fog City Journal". Spacerując po San Francisco, widzi się je wszędzie: dziewczyny mogą dobrać kolor torebki do butów czy sukienek, nie wstydzą nosić się ich mężczyźni w garniturach.

Jednak batalia władz San Francisco z plastikowymi torebkami nie była łatwa. Przez pół wieku stały się one bowiem wizytówką amerykańskiego handlu, kwintesencją wygody oraz higieny i symbolem troski o lasy. Niespełna milionowa metropolia zużywała rocznie 180 mln plastikowych torebek. Nic dziwnego, że największymi krytykami uchwały władz miasta pozostają ich producenci i organizacje reprezentujące handlowców.

"Torby plastikowe są dużo tańsze, ich wytworzenie pochłania mniej energii, a na wysypiskach zajmują dużo mniej miejsca niż torby z papieru" - przekonuje mnie Dave Heylen, rzecznik największego w stanie związku zawodowego sprzedawców California Grosers Association. Na ten argument "zieloni" mają jedną odpowiedź: ekologiczne torby za chwilę ulegną biodegradacji, za to Wielki Pacyficzny Płat Śmieci z każdym dniem się rozrasta.

Władze San Francisco nie spoczywają na zielonych laurach. Plastikowe torby są wciąż używane w sklepach przemysłowych oraz kosmetycznych. Ale i to się zmieni - pod koniec maja znikną i stamtąd. Zakaz używania foliówek nie będzie dotyczył jedynie małych sklepików, ale zarząd miasta ma nadzieję, że drobni handlowcy sami z nich zrezygnują. Pod presją mieszkańców San Francisco.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Eliza Sarnacka-Mahoney
Eliza Sarnacka-Mahoney
Dziennikarka, pisarka. Także działaczka społeczna, zaangażowana m.in. w sprawy edukacji
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSan Francisco wygrało z torebkami »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj