Poszukiwany bandyta w hotelu MSWiA
Jeden z najgroźniejszych polskich przestępców nocuje w hotelu MSWiA. Niemożliwe? A jednak! Jak pokazuje prowokacja "Faktu", w resortowych ośrodkach bandyci mogą czuć się wyjątkowo bezpieczni. Nie muszą nawet podawać fikcyjnych nazwisk albo podrobionych dokumentów. Po prostu wchodzą, mówią prawdziwe nazwisko i śpią. Tuż pod okiem ministra spraw wewnętrznych.
- Polscy policjanci zatrzymali "Szwarcenegera"
- Autor napadu stulecia wpadł w ręce CBŚ
- CBŚ ma listę 100 gangsterów do nękania
- Najgroźniejszy gang w Polsce rozbity
- Szef gangu mokotowskiego skazany
- Policja daje 20 tysięcy za "Szkatułę"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oto, jak "Fakt" relacjonuje swoją prowokację: późnym wieczorem pod hotel "Łazienkowski" w Warszawie, prowadzony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, podjeżdża limuzyna z przyciemnianymi szybami.
Zakapturzony mężczyzna wchodzi do środka i zamawia pokój tylko na jedną noc. Przedstawia się jako Rafał Skatulski. Nie ma przy sobie dowodu osobistego ani żadnego innego dokumentu potwierdzającego tożsamość. Recepcjonistce to nie przeszkadza. "Czy mogę poprosić o powtórzenie nazwiska?" - prosi tylko nieśmiało. "Skatulski jak <Szkatuła>" - odpowiada mężczyzna. Ale nawet to nie budzi żadnych podejrzeń - opisuje "Fakt".
Tymczasem mężczyzna o takim nazwisku i podobnym wyglądzie jest chyba jednym z najbardziej poszukiwanych polskich przestępców ostatnich lat - przypomina gazeta. Skatulski jest podejrzany o zabójstwo, wymuszenia rozbójnicze, rozboje, udział w gangu, włamania i kradzieże. Za jakiekolwiek informacje o tym bandycie policja daje 20 tysięcy złotych nagrody.
Jak relacjonuje "Fakt", udający "Szkatułę" dziennikarz bez problemu wynajął pokój, a potem wrócił do niego z dwiema koleżankami. W dłoniach trzymał po butelce szampana. Ale nawet alkohol i głośne zachowanie nie wzbudziło czujności pracowników hotelu MSWiA. Rano reporter ze spokojem zjadł śniadanie w ministerialnym hotelu. Po posiłku spakował się i odebrał fakturę z pieczątkami MSWiA na nazwisko Rafał Skatulski.
Prowokacja jasno pokazała, że polskie służby mogą mieć naprawdę spore problemy z wyłapywaniem groźnych przestępców - nawet wtedy, gdy mają ich na wyciągnięcie ręki. Powiedzenie, że najciemniej jest zawsze pod latarnią, okazało się niestety prawdziwe - podsumowuje swoją akcję "Fakt".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!