Sprowadzenie dziewczynek do Polski to zapewne kwestia czasu. Dzięki temu, że służby w Unii są zinformatyzowane, policja w Austrii dowiedziała się o sprawie. Dane dzieci wpisano do tzw. Systemu Informacji Schengen. Ten rozesłał je po europejskich komisariatach policji oraz do wszystkich służb konsularnych i celnych w Unii.

"Rodzina mogła wpaść przez przypadek np. przy rytynowej kontroli pojazdu. Ale pewności nie ma, bo to są operacyjne działania, których policja nie podaje" - powiedziała dziennikowi.pl Anna Siwek, rzeczniczka warmińsko-mazurskiej policji.

Kobieta, mimo że jest biologiczną matką Marty i Angeliki, nie miała prawa wywozić córek za granicę. Sąd ograniczył jej władze rodzicielskie, bo z powodu patologicznej biedy dziewczynki nie miały odpowiedniej opieki. Policja traktuje to zdarzenie jako uprowadzenie, za co grozi kara do 3 lat więzienia. Ciągle nie wiadomo, jak matce, mimo poszukiwań, udało się wywieźć dzieci z Polski.