Inspekcja reporterów "Faktu" przeprowadzona w ubiegłym tygodniu zadaje kłam słowom ministra sportu, który uważa, że roboty idą pełną parą. Jeżeli prace będą prowadzone w zaobserwowanym przez nas tempie, to stadion nie powstanie nie tylko przed piłkarskimi mistrzostwami Europy, ale nawet za 100 lat.

Stadion Narodowy w Warszawie ma być jedną z flagowych inwestycji związanych z organizacją nad Wisłą mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Zapierająca dech w piersiach budowla ma stanąć na ruinach obecnego Stadionu Dziesięciolecia. Tyle że eksperci alarmują, że na samo wywiezienie gruzu po starym obiekcie może nam po prostu nie starczyć czasu. A do Euro będziemy gotowi, ale w granicach 2032 r. - pisze gazeta.

Żeby zadać kłam opiniom specjalistów i poprawić swój wizerunek, minister sportu Mirosław Drzewiecki w połowie maja postanowił z pompą ogłosić rozpoczęcie prac budowlanych na Stadionie Narodowym.

"Fakt" postanowił sprawdzić, jak te prace wyglądają naprawdę, gdy nie ma już błysku fleszy i zainteresowania dziennikarzy, a do samej imprezy zostało nieco ponad 1400 dni. Zdaniem reporterów gazety smętnie szwęda się tam kilku robotników. Wszędzie widać porozrzucany sprzęt budowlany.

To co dzieje się na placu budowy najlepiej obrazuje rozmowa, którą przeprowadzili reporterzy z jednym z budowlańców: "Dlaczego tam na dole nikt nie pracuje?" - zapytali wygrzewających się na słońcu pracownika. "A bo ja wiem, tam to jakaś inna firma robi" - odrzekł mężczyzna w kasku.