Przyjaciel zdradził księdza Popiełuszkę?
Czy przyjaciel księdza Jerzego Popiełuszki przyczynił się do jego śmierci? Zdradził go, wydając w ręce oprawców z SB? Tak sugerują dziennikarze "Superwizjera" TVN, którzy dotarli do nowych świadków i faktów dotyczących śmierci księdza Jerzego. Według nich, kierowca księdza Waldemar Chrostowski mógł mieć związek z zabójstwem.
- Ciało Popiełuszki wyłowiono dwa razy
- Giertych chce zbadać śmierć księdza Popiełuszki
- Specsłużby PRL pomagały w morderstwie księdza Popiełuszki
- "Kierowca księdza Popiełuszki agentem SB"
- Szef oprawców Pyjasa ma 5 tysięcy emerytury
- Świadkowie śmierci Popiełuszki też zginęli
- Biskupi chcą błogosławionego Popiełuszki
- Giertych tropi w IPN zdrajców Popiełuszki
- Sąd: Kierowca Popiełuszki nie był agentem
- Esbecy grożą pracownikom IPN
- SB próbowała zabić Lecha Wałęsę?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Największe wątpliwości budzi ucieczka Chrostowskiego z rąk oprawców. Opowiada on, że skuty kajdankami wyskoczył z jadącego 100 kilometrów na godzinę samochodu. Tego samego, w którego bagażniku esbecy zamknęli Popiełuszkę. Według zawodowego kaskadera, do którego dotarli dziennikarze TVN, taki skok kończy się zwykle śmiercią lub ciężkimi ranami. Chrostowski miał jedynie lekkie obrażenia.
Dziwna jest sprawa kajdanek - Chrostowski przekonuje, że otworzyły się same. TVN cytuje Edwarda M., twórcę milicyjnych jednostek antyterrorystycznych, odsiadującego wyrok za pobicie. Przekonuje on, że kajdanki nie mogły otworzyć się same, bo są zaprojektowane tak, by tego uniknąć.
TVN powołuje się na rzeczoznawcę, który badał ubranie Chrostowskiego. Jego zdaniem możliwe, że zostało ono zniszczone celowo, za pomocą narzędzi, a nie podczas skoku z pędzącego auta.
Dziennikarze przypominają też biografię Chostowskiego, która - według nich - pełna jest znaków zapytania. Na procesie zabójców księdza Popiełuszki kierowca zeznał, że dwa razy pobił milicjantów. Dostał za to jednak tylko wyrok w zawieszeniu, podczas gdy za komuny atak na funkcjonariusza kończył się zwykle bezwzględnym więzieniem.
TVN dodaje, że choć był karany, pracował potem w podległej MSW straży pożarnej. "Superwizjer" powołuje się na jednego ze strajkujących podczas stanu wojennego w Szkole Pożarnictwa. Według niego, Chrostowski był kretem SB.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!