W lutym DZIENNIK ujawnił powszechny w drogówce proceder nagrywania rozmów z kierowcami na ukryte dyktafony. Była to desperacka próba zabezpieczania się przed pomówieniami o korupcję. Gdy zdarzało się, że ukarany mandatem kierowca z zemsty oskarżał przed przełożonym policjantów o próbę wymuszenia łapówki, odtworzenie nagrania od razu kończyło sprawę. Okazało się wówczas jednak, że policjanci przy okazji nagrywania sami łamali prawo, bo robili to na prywatnym sprzęcie. Sprawą opisaną w naszych artykułach zainteresował się wówczas rzecznik praw obywatelskich.

Nowe wytyczne podpisane przez komendanta Andrzeja Matejuka mają raz na zawsze uregulować proceder. Znalazł się w nich zapis o wprowadzeniu standardowego nagrywania interwencji drogówki i służb patrolowych. "To rozwiązanie jest niezbędne, chodzi o bezpieczeństwo policjantów oraz oczyszczenie sytuacji w przypadku kontrowersyjnych interwencji" - powiedział DZIENNIKOWI Matejuk.

Z pozoru decyzja nie wywołuje większych kontrowersji. Szybko okazało się jednak, że droga do jej realizacji jest wyjątkowo kręta. Instalację sprzętu trzeba dopiero zaplanować, bo do tej pory nikt nie pomyślał ani o kamerach, ani o tym, żeby radiowozy były wyposażone w miejsce na ich zainstalowanie. We wlokącym się od 1,5 roku przetargu na ponad 5 tys. supernowoczesnych, szybkich radiowozów w warunkach zamówienia nie uwzględniono tego w ogóle. Teraz procedera zakupu ma się rozpocząć od nowa - ale jak się nieoficjalnie dowiedział DZIENNIK - w przygotowywanym zamówieniu nadal nie ma mowy o kamerach.

Brakuje też konkretnych przepisów wykonawczych. Według naszych rozmówców z Komendy Głównej sprawa nie polega jednak tylko na prostym zakupie kilku tysięcy kamer. Policjanci nie dowiedzieli się na razie co wolno, a czego nie wolno im filmować. "Trzeba określić, czy mają nagrywać to, co się dzieje przed maską radiowozu, czy rejestrować też wnętrze sprawdzanego samochodu" - mówi DZIENNIKOWI policjant z Komendy Głównej.

Przede wszystkim musi zostać wybrany sposób zapisu: czy ma być rejestrowane w radiowozie czy też natychmiast transmitowane do komendy. W pierwszym rozwiązaniu urządzenie jest o wiele prostsze, ale zapis jest narażony na uszkodzenie. Drugie jest trudne technicznie i wymaga kolejnych zakupów. "No i co z pieszymi patrolami? Dać im dyktafony? Wszyć mikrofony w mundury?" - mówi rozmówca DZIENNIKA.

Według wyliczeń policjantów, z którymi rozmawialiśmy, rozporządzenie w dużej mierze pozostanie na razie martwym prawem, a fizycznie kamer w każdym radiowozie możemy się spodziewać najwcześniej przy okazji Euro 2012.

Ale policjanci z zapowiadanych zmian i tak się cieszą, chociaż będą musieli na nie poczekać. "Dobrze, że coś wreszcie w sprawie nagrań w ogóle się dzieje. Jak nas wyposażą w ten sprzęt, to każdy, kogo zatrzymam, będzie wiedział, że interwencja jest nagrywana. A w razie pretensji przełożony czy prokurator obejrzy taśmę i będzie po sprawie" - powiedział DZIENNIKOWI policjant z drogówki.