Polak pracował na czarno, trafi do przytułku
Historia pana Mirosława pokazuje, jak niebezpieczna jest praca na czarno za granicą. Rok temu wyjechał zarobić do Austrii. Tam dostał wylewu. Mimo że nie płacił ubezpieczenia, lekarze zgodzili się go leczyć przez półtora miesiąca. Teraz trafi do przytułku, bo nie ma kto się nim dalej opiekować.
- Zmuszali do niewolniczej pracy, ale nie pójdą siedzieć
- Ruszyła lawina masowych zwolnień
- Chiński żywy towar w Polsce
- W Niemczech i Austrii nie ma pracy dla Polaków
- Niemcy wymyślili łóżka dla gastarbeiterów
- Francuski pracodawca nie płaci Polakom
- Dość hiszpańskich obozów pracy
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pierwszy wylew pan Mirosław miał rano. Zlekceważył go i pojechał do pracy. Tam miał kolejne. Do domu już nie wrócił. Kiedy stracił przytomność, kolega podrzucił go pod drzwi wiedeńskiego szpitala Braci Miłosiernych.
"Obudziłem się dopiero na intensywnej opiece. Lekarz tylko powiedział: <Dobrze, że pan silny jest>" - mówi dziennikowi.pl pan Mirosław, który w Austrii pracował na czarno od roku.
W szpitalu spędził 6 tygodni. Wciąż ma częściowo sparaliżowaną połowę ciała. Praktycznie nie rusza jedną ręką i nogą. Austriaccy lekarze chcą go wypisać ze szpitala. Nie ma domu, pieniędzy, więc trafi do przytułku.
Pan Mirosław z jednej strony jest niezwykle wdzięczny lekarzom. Uratowali mu życie. Ma jednak do nich ogromny żal, że chcą się go pozbyć. "Pytałem lekarza, czy nadaję się do zwolnienia ze szpitala. Odpowiedział, że nie. Ale dodał, że nie ma miejsc i skoro trochę się już ruszam, to trzeba mnie wypisać, bo szpitale są przepełnione" - mówi.
Zakon Braci Miłosiernych ma specjalny fundusz dla ludzi w potrzebie, których nie stać na leczenie. Przedstawiciel zakonu, Bernhard Zahrl, zapewnia dziennik.pl, że ze szpitali zgromadzenia nikogo nie wyrzuca się na ulicę.
Lekarze zaproponowali panu Mirosławowi przeniesienie do noclegowni. Ta perspektywa go przeraża. "Tam sam element przestępczy, pijacy i tak dalej" - mówi pan Mirosław.
Czy Polakowi mogłaby pomóc polska ambasada w Wiedniu? Niestety, w takich przypadkach placówki pomagają rodakom tylko w powrocie do kraju. Pan Mirosław dostałby na to pieniądze. Ale w Polsce nie ma żadnej rodziny. Nikogo, kto mógłby mu pomóc.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!