Pięciomiesięczne niemowlę skatowane na śmierć
Tragedia na wsi pod Bełchatowem. Pięciomiesięczne niemowlę zostało skatowane na śmierć. Do pobicia maleństwa przyznał się 20-letni ojciec Kamil P. Miał 0,67 promila alkoholu w organizmie. Najpewniej jutro usłyszy zarzuty.
- Morderca dziewczynki usłyszał zarzut
- Ostatnia droga zakatowanego Bartusia
- Sejm chce śledzić wszystkie polskie dzieci
- Przedszkolanki unikną kary za bicie dzieci
- Rodzice katowali 6-tygodniowe niemowlę
- Chciał zabić córeczkę, dostał szału w sądzie
- Półroczny maluch skatowany do nieprzytomności
- Kat małej Amandy idzie za kratki
- Twierdzi, że upuścił dziecko. Odpowie za zabójstwo
- Kolejne pobite niemowlę trafiło do szpitala
- Chciał spalić 17-latkę i jej roczne dziecko
- Koszmar w Kutnie: Ojciec zabił trzech synów
- Zabił dziecko, bo płakało
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
„On go udusił! Udusił!” – matka niemowlaka, 20-letnia Marzena Rózik z Załuża (woj. łódzkie), wybucha histerycznym płaczem. Kilka godzin po śmierci dziecka, gdy rozmawia z dziennikarką „Faktu”, jest wciąż w szoku. Nie potrafi zebrać myśli ani powstrzymać łez. Jak mówi, Łukaszka zabił jego własny ojciec.
Wyszła tylko na chwilę
Był sobotni wieczór. Do domu młodej kobiety przyszedł jej brat, ojciec dziecka Kamil P. i jeszcze paru znajomych. Rozmawiali, pili piwo. Rozbawione towarzystwo zaczęło zachowywać się coraz głośniej. Kobieta zabrała więc dziecko do sąsiedniego pokoju. Wiedziała, że niemowlę nie zaśnie w takim gwarze. Położyła się razem z nim. Nie zdążyła zasnąć, gdy do pokoju wszedł Kamil P. Zachowywał się głośno. Obudził Łukaszka. Malec zaczął kwilić.
„Pójdę zrobić mu mleko, a ty z nim posiedź” - rzuciła matka i wyszła do kuchni. Kiedy wróciła, w pokoju nie było mężczyzny. Dziecko leżało na poduszce. Wyglądało potwornie - miało siną twarz i podrapaną główkę. Z trudem łapało powietrze.
Za późno na pomoc
Kobieta wezwała pogotowie. Niemowlę błyskawicznie trafiło do szpitala w Bełchatowie. „Powiedzieli, że jest pobity, że nie oddycha. Mieli go zawieźć do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Już nie zdążyli. Mój Łukaszek umarł, umarł” - zanosi się szlochem matka.
„Obrażenia były zbyt poważne. Dziecko było w stanie krytycznym. Badanie komputerowe głowy dziecka wykazało liczne złamania i krwiaki śródczaszkowe. Mimo intensywnej reanimacji pięciomiesięczny Łukasz zmarł" - mówi dziennikowi.pl doktor Ryszard Siwy, ordynator ze szpitala w Bełchatowie.
Nie doczekał chrztu
Marzena Rózik nie może uwierzyć, że Kamil P., ojciec dziecka, mógł zrobić mu tak potworną krzywdę. Spotykała się z nim od pięciu lat, znali się od szkoły - pisze "Fakt".
„Jak się mały urodził, to Kamil się cieszył” – na chwilę uśmiecha się do wspomnień Marzena. „Żyliśmy bez ślubu, oddzielnie, ale myśleliśmy, by wprowadzić się do mieszkania, które ma Kamil. Chcieliśmy być normalną rodziną. Łukaszkowi mieliśmy wyprawić we wrześniu chrzciny. I nagle takie coś. Ja nie mogę tego przeżyć, nie mogę zrozumieć...” – znowu płacze.
Dlaczego?!
Nie wiadomo, co dokładnie zdarzyło się w pokoju, gdy wyszła stamtąd dziewczyna. Kamila P. zatrzymała policja. Miał 0,67 promila alkoholu w organizmie. Kiedy wytrzeźwieje, zostanie przesłuchany.
Czy był zdolny do tego, żeby skrzywdzić dziecko?! Marzena Rózik nie chce o nim powiedzieć złego słowa. Jej krewni mówią, że całą ciążę trzymała w tajemnicy. Nie chciała powiedzieć, kto jest ojcem dziecka. Zrobiła to dopiero po długich namowach.
Mężczyzna do tej pory nie uznał Łukaszka za swojego syna. Ale przychodził, odwiedzał go. „Jeśli udusił Łukaszka, nigdy mu tego nie wybaczę. Jego siostra straciła dwójkę bliźniąt, może Kamil chciał się zemścić za to, że Bóg zabrał tamte dzieci. Ale dlaczego na naszym synku? Dlaczego?!" – kobieta znów zanosi się płaczem.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!