Dzieci giną na wszystkich górskich szlakach w Polsce. W Tatrach najczęściej w bardzo uczęszczanych miejscach - na drodze do Morskiego Oka, w Dolinie Chochołowskiej i Kościeliskiej. Schemat jest zwykle taki sam: mały turysta nagle odłącza się od wycieczki. "Rodzice idą przodem, myśląc, że dziecko jest cały czas za nimi i dopiero po kilku minutach orientują się, że zniknęło. Dlatego koniecznie trzeba dać mu komórkę, w której jest zakodowany numer 601 100 300, który działa we wszystkich pasmach górskich w kraju" - tłumaczy Adam Marasek z TOPR.

Ratownicy radzą, by nie spuszczać dziecka z oczu. Tak właśnie robi Agnieszka Rybińska z Warszawy, która jeździ z 8-letnim synem w góry już od paru lat. "Maciek zawsze idzie parę kroków przede mną. Bardzo tego pilnuję" - opowiada. Tę zasadę kobieta stosuje od chwili, gdy była świadkiem, jak doświadczeni w górskich wędrówkach ludzie pozwolili synowi pójść dróżką biegnącą pagórkiem tuż obok głównej drogi.

"Widzieli go cały czas i kiedy się zorientowali, że zbacza z drogi, natychmiast za nim pobiegli. Chłopiec jednak zniknął. Ratownicy znaleźli go dopiero po kilku godzinach, po czeskiej stronie granicy" - wspomina Agnieszka Rybińska. Ona sama nauczyła syna, że gdyby się kiedykolwiek zgubił, ma nie ruszać się z miejsca i czekać, aż ktoś go znajdzie.

O czym jeszcze powinni pamiętać rodzice? Przede wszystkim o tym, że dziecko w górach musi mieć wygodne buty, kurtkę nieprzemakalną, a w plecaku zapas kalorycznego jedzenia i coś do picia.

Gdy dziecko zginie w górach...

KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Czego trzeba nauczyć dziecko przed wycieczką w góry?
GRZEGORZ CHUDZIK*:
Kilku podstawowych zasad: musi wiedzieć, że jeśli się zgubi, powinno zostać na miejscu, pod żadnym pozorem nie zbaczać ze szlaku. Może wołać: mamo, tato, zgubiłem się, hop, hop! Jeśli nie ma odzewu, powinno poprosić o pomoc pierwszego turystę, który będzie przechodzić w pobliżu. Latem na ruchliwych szlakach wieść o zaginięciu dziecka szybko się rozchodzi. Rodzice z kolei powinni pamiętać, że ich mały podopieczny powinien mieć plecaczek z podstawowym ekwipunkiem - płaszczem przeciwdeszczowym, małą butelką wody. Jeśli ktoś zabiera dziecko w góry, powinien dać mu telefon, w który będzie wpisany numer alarmowy, i poinstruować, jak i kiedy go używać. Dziś większość dzieci po komunii ma już swoje telefony, więc to żaden problem. Mówię oczywiście o dzieciach w wieku szkolnym, bo jeśli w ogóle decydujemy się zabrać na górską wycieczkę młodsze, powinniśmy cały czas trzymać je za rękę.

Czy dzieci często gubią się w górach?
Równie często jak dorośli. Tyle tylko, że dziecko, które nagle znajdzie się w odludnym miejscu bez opiekunów, wpada w panikę. Zagubienia często wynikają z lekceważenia gór. Tu wystarczy nagła zmiana pogody, mgła i nagle tracimy się z oczu. Dzieci mają niespożytą energię, lubią wybiegać naprzód, wracać, a to może uśpić czujność opiekunów - skręcą w niewłaściwą ścieżkę i kłopot gotowy. Tu jeszcze jedna zasada, którą trzeba wpajać przed wycieczkami nie tylko górskimi: jeśli dojdziesz do rozwidlenia dróg, krzyżówki - zawsze czekaj na opiekuna.

Pamięta pan jakieś historie zaginięć?
Tak, kilka lat temu niespełna dziesięcioletni chłopiec zgubił się w lesie pod Leżajskiem. Był z rodziną na jagodach. Szukała go policja, lokalna ludność i my. Znalazł się dopiero o świcie, przemarznięty, wystraszony. Podstawowy błąd jaki popełnił, polegał na tym, że nie został w miejscu, w którym się zgubił, tylko chodził i próbował sam odnaleźć rodziców. Gdyby nie to, z pewnością poszukiwania trwałyby o wiele krócej.

A co powinni zrobić rodzice, gdy zorientują się, że dziecko nagle zniknęło im z oczu?
Przede wszystkim nie przemieszczać się - zostać w miejscu, w którym dziecko zginęło im z oczu. Jeśli nie odpowiada na wołanie, wezwać pomoc. Ratownikom łatwiej będzie odnaleźć dziecko, jeśli rodzice wskażą miejsce, gdzie zorientowali się, że go nie ma. Niestety, bardzo często dorośli w panice zupełnie nie potrafią tego zrobić.

*Grzegorz Chudzik jest naczelnikiem bieszczadzkiej grupy GOPR