Konstandinos Kawafis (1863 - 1933)

Najwybitniejszy poeta nowożytnej Grecji i jeden z najważniejszych poetów europejskich XX wieku. Większość życia spędził poza krajem, głównie w Aleksandrii, którą uwiecznił w swojej twórczości. Uznawany za przedstawiciela parnasizmu i symbolizmu wypowiadał się w zwięzłych formach zbliżonych do miniatur epickich. Postać charyzmatyczna, owiana legendą. Melancholijny spadkobierca wielkiej cywilizacji helleńskiej, tworzący epigramy w dwa tysiące lat po jej upadku. W Polsce dość dobrze znany, głównie dzięki przekładom Zygmunta Kubiaka. Jego wiersze tłumaczył też Czesław Miłosz. Zbigniew Herbert zaś uważał go za swego przewodnika i mistrza. Szkic poświęcony Kawafisowi, uwzględniający w dużej mierze publikowany wyżej wiersz o dwóch młodzieńcach, opublikował Paweł Huelle w tomie "Inne historie". Wiersze Kawafisa w przekładzie Antoniego Libery, w tym słynną "Itakę", publikowaliśmy na łamach "Europy" 26 maja 2004.

p

Miasto

"Wyjadę", powiedziałeś, "gdzieś do innego kraju, nad jakieś inne morze.
Jest wiele innych miast, są inne, lepsze miejsca.
Tu ciąży nade mną fatum, na wszystkich moich dążeniach,
a moje serce jak trup zostało już pochowane.
Mój umysł też odrętwiał w tej jałowej przestrzeni.
Tutaj, gdziekolwiek spojrzę, widzę tylko ruiny
mojego życia, które
przez wiele lat trwoniłem, aż w końcu roztrwoniłem".

Nie znajdziesz nowej krainy ani innego morza.
Zabierzesz to miasto z sobą. Już zawsze będziesz się błąkał
po tych samych dzielnicach, po tych samych ulicach.
Włosy ci będą siwieć pośród tych samych domów.
Nie umkniesz z tego miasta. Nie wierz złudnej nadziei:
nie ma dla ciebie okrętu, nie ma drogi gdzieś indziej.
Jak roztrwoniłeś życie tutaj, w tym cichym kącie,
roztrwoniłeś je wszędzie, wszędzie, na całym świecie.

Dwaj młodzieńcy dwudziestotrzy-, czteroletni

Czekał w kawiarni od wpół do jedenastej,
licząc, że zaraz przyjdzie.
Minęła północ. Wciąż czekał.
Około wpół do drugiej zrobiło się pustawo,
prawie wszyscy już wyszli.
Znużyło go mechaniczne przeglądanie dzienników.
Czekając tyle czasu, wypił kawę i koniak
i z trzech szylingów, co miał, został mu tylko jeden.
I wszystkie, co do jednego, wypalił papierosy.
Zmęczyło go to czekanie.
Bo kiedy tak siedział i siedział, samotnie, przez tyle godzin,
naszły go ciężkie myśli, że marnuje swe życie.

Ale gdy tylko go ujrzał, wchodzącego z ulicy,
wszystko od razu minęło: i zmęczenie, i myśli.

Spóźniony miał dla niego niesłychaną nowinę:
w jakiejś szulerni wygrał równo sześćdziesiąt funtów.

I oto ich piękne twarze, urzekająca młodość,
gorąca, wzajemna miłość - wszystko to zaraz odżywa,
rozpala się, roznamiętnia
od sześćdziesięciu funtów wygranych w jakiejś szulerni.

Rozradowani, piękni, pełni uczuć i sił,
udali się... ależ nie! nie do żadnego z domów
ich wielce czcigodnych rodzin
(gdzie zresztą już od dawna nikt za nimi nie tęsknił),
lecz do znanego im dobrze pewnego domu schadzek,
i wynajęli tam pokój,
i zamówili trunki, bardzo drogie, i pili.

A gdy już je wypili,
około czwartej nad ranem,
upojeni, szczęśliwi, oddali się miłości.

przełożył Antoni Libera