Samochody wpadają w zakręty z prędkością przekraczającą 100 km/h - im szybciej, tym lepiej. Gdy koła tracą przyczepność, kierowca wprowadza auto w poślizg i pokonuje zakręt bokiem. Na tym właśnie polega drifting, jeden z najmłodszych odłamów sportu motorowego, do niedawna zakazanego nie tylko w Polsce, ale też niemal na całym świecie.

Mimo to prawie codziennie na ulicach największych polskich miast odbywają się wyścigi drifterów. Organizowane są w nocy, głównie przez młodych pasjonatów szybkiej jazdy, co można zobaczyć na filmach wrzucanych przez nich do portalu YouTube. Większość z nich wzoruje się na bohaterach kultowego amerykańskiego filmu "Szybcy i wściekli", którzy traktowali swoje miasto jako jeden wielki tor wyścigowy.

Głównym wrogiem drifterów jest policja - chyba że wyścigi odbywają się na specjalnych torach. Drifterom z Łodzi jako pierwszym w Europie udało się przekonać policję oraz władze miasta do zorganizowanie legalnych wyścigów.

To precedens. Do tej pory samochodowe ślizgi w centrach miast odbywały się legalnie jedynie w Stanach Zjednoczonych i Japonii, skąd wywodzi drifting. Wijące się wśród górzystych terenów japońskiego Nagano drogi były pierwszą areną wyścigów na krawędzi.

Owiane mroczną legendą śmiertelnie niebezpieczne zawody szybko przeniosły się na ulice japońskich miast, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych, Australii i wreszcie do Europy, gdzie do tej pory organizowane były wyłącznie na torach.

Pierwszy uliczny wyścig drifterów odbył się w Łodzi w ubiegłą sobotę, kolejne zaplanowano na lipiec. Ale największa impreza zaplanowana jest na przełom sierpnia i września. Wówczas stolica polskiego filmu stanie się centrum światowego driftingu. Odbędą się tu pierwsze w Europie legalne wyścigi drifterów w randze mistrzostw Europy. "Przyjadą najlepsi kierowcy z całego świata, których skusiła możliwość jazdy na ulicy, a nie na torze" - mówi DZIENNIKOWI prezes działającego przy Automobilklubie Łódzkim koła driftlegalu Jarosław Olesienkiewicz.

Trasa wyścigu nie jest jeszcze znana. Wiadomo na razie tylko tyle, że impreza odbędzie się w ostatni weekend sierpnia lub pierwszy września, a transmisję z zawodów przeprowadzi prawdopodobnie... japońska telewizja. Więcej, w tym nazwisk uczestników, organizatorzy nie chcą zdradzać. "Dopracowujemy szczegóły" - tłumaczy prezes Automobilklubu Łódzkiego Lech Rychlewski.

Organizacja legalnych wyścigów przyniosła już pierwsze efekty. Jak szacują organizatorzy wyścigów drifterów w Łodzi, liczba nielegalnych rajdów w mieście spadła od marca o połowę. Sami jednak mówią, że tego procederu nie da się do końca wytępić. "Wiele osób nie będzie chciało się bawić pod okiem policji. Będą uciekać na obrzeża miasta, by tam się ścigać" - przyznaje Jarosław Olesienkiewicz.