Sąd poprzedniej instancji skazał Cieślaka za to, że kazał swoim podwładnym strzelać do górników. Ale dziś sąd apelacyjny uznał, że nie można mu tego udowodnić.

Podobne orzeczenie wydał też w sprawie Mariana Okrutnego i podtrzymał wyrok uniewinniający go z zarzutu "sprawstwa kierowniczego" - uznał, że jest on bezzasadny, bo Okrutny nie miał uprawnień do kierowania plutonu ZOMO do akcji.

13 oskarżonym sąd apelacyjny wyroki nieznacznie zaostrzył - spędzą za kratkami od trzech i pół do czterech lat. Sprawę kolejnego zomowca umorzył, a innego zwrócił do ponownego rozpatrzenia.

Apelacja dotyczyła trzeciego już wyroku w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. W wydanym ponad rok temu orzeczeniu Sąd Okręgowy w Katowicach po raz pierwszy dopatrzył się winy oskarżonych. Wszyscy zomowcy, pacyfikujący kopalnię "Wujek" zostali wtedy skazani. Cieślak dostał wtedy 11 lat, a jego 14 podwładnych - od dwóch i pół roku do trzech lat.

W dwóch wcześniejszych procesach byłych milicjantów w pierwszej instancji uniewinniano lub umarzano postępowanie wobec nich.

Dwie śląskie kopalnie zastrajkowały po wprowadzeniu stanu wojennego. W czasie odblokowywania "Wujka" 16 grudnia 1981 r. od kul zginęło dziewięciu górników, 21 innych doznało ran postrzałowych. Dzień wcześniej, w czasie pacyfikacji "Manifestu Lipcowego", postrzelonych zostało czterech górników.