Na korzyść siedmiu żołnierzy, którzy odpowiadają za ostrzał, przemawia kilka rzeczy. Po pierwsze, eksperci stwierdzili wady w moździerach. Po drugie, wojna z terroryzmem jest specyficzna i wymaga często podejmowania szybkich, więc często również i błędnych decyzji. Po trzecie, żołnierze ratowali ludzi z Nangar Ghel, którzy ocaleli w ostrzale.

Problem jednak w tym, że prokuratorzy zastanawiali się, czy żołnierze nie zmasakrowali wioski specjalnie. Jeśli tak, to sześciu z nich będzie odpowiadało za zabójstwo i wtedy groziłoby im dożywocie. Jeden z nich może dostać zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny, za co może trafić za kraty nawet na 25 lat.

Telewizja TVN24 podała, że dokumenty prokuratury dla sądu są już gotowe. Nie wiadomo jednak, co zawierają i czy prokuratura nie chce postawić też przed sądem jeszcze innych osób, np. ze sztabu.

Wiadomo natomiast, że obrońcy żołnierzy chcą złożyć w poniedziałek do prokuratury dodatkowe wnioski o wizję lokalną w Nangar Khel. Małe są jednak szanse na zgodę prokuratury, bo - jak przyznał w rozmowie z dziennikarką TVN24 prokurator prowadzący śledztwo - dokumenty dla sądu wystarczy wydrukować i wysłać.