Rodzice boją się drogich książek
Dzieci cieszą się jeszcze ostatnimi dniami wakacji, ale rodzice już główkują, skąd wziąć pieniądze na podręczniki. Bo komplet książek do pierwszej klasy podstawówki to wydatek średnio 150 zł. "Fakt" radzi, co zrobić, żeby nasze pociechy miały się z czego uczyć.
- Prezydent zamknął pedofilom dostęp do uczniów
- Minister edukacji ujawnia swoje plany
- Matura z fizyki na podstawie... Wikipedii
- Szantażem zmuszają do płacenia na Radę Rodziców
- Tusk obiecuje, nauczyciele protestują
- Płacimy za wszystko najwięcej w Europie
- Napisali dobrze, a i tak nie zdali
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Im dziecko starsze, tym podręczniki są droższe. Na pakiet książek dla ucznia klas II–III trzeba już przeznaczyć około 160 zł, a klas IV-VI nawet 250 zł. A to przecież tylko kropla w morzu potrzeb. Rodzice muszą jeszcze kupić zeszyty, przybory do pisania czy malowania - donosi "Fakt".
Doskonale wie o tym pani Magdalena Żochowska z Warszawy, która samotnie wychowuje dwoje dzieci: 8-letnią Dominikę i 16-letniego Kubę.
"Miesięcznie mam na życie 1,2 tys. zł. Przy tej drożyźnie, po zrobieniu koniecznych opłat, w portfelu nie zostaje za wiele" - mówi "Faktowi" Żochowska.
Kobieta znalazła jednak sposób, by mimo nieciekawej sytuacji zaopatrzyć swoje dzieciaki w podręczniki. Warto z niego skorzystać. "Podzieliłam kupno podręczników na raty" - zdradza Żochowska. "Dominice, która od września pójdzie do II klasy szkoły podstawowej, kupiłam na razie książkę do religii i języka angielskiego. Wydałam 100 zł. Kupno kompletu książek z ćwiczeniami <Wesoła szkoła> za 160 zł odłożyłam na później. Przecież nauczyciele nie będą od razu zadawać dzieciom zadań ze wszystkich książek" - mówi.
Synowi, który idzie do III klasy gimnazjum, książki kupi później. I to na pewno używane, bo - jak sprawdziła pani Magda, Kuba będzie się mógł z nich uczyć. "Jak odłożę parę złotych, to kupię mu komplet nowych ćwiczeń" - zapowiada.
Mama Dominiki i Kuby obawia się tylko, czy syn nie będzie miał kłopotów, jeśli od pierwszego szkolnego dzwonka nie przyniesie do szkoły wszystkich książek - pisze "Fakt".
W zeszłym roku zdarzyło się, że chłopak dostawał za to od nauczycielki minusy. Ale - jak "Fakt" sprawdził w Ministerstwie Edukacji Narodowej - w tym roku nie powinno już za to uczniom nic grozić.
"Brak podręczników nie może być powodem wyproszenia ucznia z klasy czy innych kar ze strony nauczycieli" - usłyszeli reporterzy "Faktu" w biurze prasowym resortu.
Kolejnym sposobem zaoszczędzenia na podręcznikach jest też np. kupowanie ich na spółkę z kolegą. "Nauczyciel nie powinien zakazywać używania na lekcji jednej książki przez dwóch uczniów" - zapewnia biuro prasowe MEN.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!