Agent SB stawia pomnik powstańcom getta
Tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa z czasów PRL buduje w stolicy pomnik upamiętniający ewakuację ostatnich ocalałych bojowników z powstania w getcie warszawskim. Pomnik ma kosztować 160 tysięcy złotych. Były agent stara się o sfinansowanie tej inwestycji z budżetu państwa - pisze dziennik "Polska".
- "Kierowca księdza Popiełuszki agentem SB"
- Tajemniczy agent opowie o sprawie Pyjasa
- Maleszka: Zrobiłem potworne zło
- Isakowicz-Zalewski: TW "Filozof" to abp Życiński
- Michnik przyznał mi, że Maleszka to agent
- "Maleszka to kliniczny przypadek zła"
- Słynny polski astronom agentem SB?
- Wolszczan: Podpisywało się jedno, robiło drugie
- Sąd kazał Sejmowi zatrudnić esbeka
- Jak TW "Nowak" został komornikiem
- Dopadli katów Powstania Warszawskiego
- Były esbek: Wałęsa brał 2 tys. zł miesięcznie
- Szef oprawców Pyjasa ma 5 tysięcy emerytury
- Platforma rusza z własną dezubekizacją
- Zdrada jako problem literacki
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Paweł Mikłasz, prezes stowarzyszenia Pamięć Diaspory, pomysłodawca budowy pomnika, który ma stanąć w Warszawie przy ul. Prostej 51, został pod koniec sierpnia uznany przez Instytut Pamięci Narodowej za tajnego współpracownika służb komunistycznych, który działał w latach 70. i 80. pod kryptonimami Jan Lewandowski i Stanisław Wysocki. Ta informacja oraz fakt zaangażowania się Mikłasza w budowę pomnika oburzyły środowisko byłych opozycjonistów.
"Ten człowiek był niezwykle perfidnym agentem. Zaprzyjaźniał się z ludźmi, a potem na nich donosił" - mówi Andrzej Czuma, poseł PO, były działacz opozycji antykomunistycznej. "Tacy jak on nie powinni brać udziału w życiu publicznym, a już na pewno nie firmować swoim nazwiskiem tak szczytnych inicjatyw jak upamiętnienie powstania w getcie" - dodaje.
Paweł Mikłasz w czasach PRL na zlecenie środowisk opozycyjnych drukował książki i pisma zakazane przez władze PRL. Część nakładów dziwnym trafem wpadała w ręce SB - akcentuje gazeta.
"Działalność Pawła Mikłasza w czasach PRL była niezwykle szkodliwa dla całego ówczesnego podziemia" - mówi Aleksander Hall, dawny opozycjonista, były minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. "Jest to człowiek, którego doskonale znałem, i po obejrzeniu dokumentów zgromadzonych w IPN jestem pewien, że był tajnym współpracownikiem SB" - dodaje.
Paweł Mikłasz do współpracy ze służbami PRL się nie przyznaje, więc nie widzi nic złego w kierowaniu budową pomnika. "Nigdy na nikogo nie donosiłem" - mówi Mikłasz. "Nigdy niczego nie podpisałem. Dokumenty, które są w IPN, są sfabrykowane przez agentów" - twierdzi. W donosicielską przeszłość Mikłasza nie wierzą również przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które patronuje budowie pomnika.
Jednak dokumenty, do których dotarł dziennik "Polska", wskazują zupełnie co innego. W notatkach podpisanych pseudonimem Pawła Mikłasza (TW "Jan Lewandowski") znajdują się informacje o inwigilowaniu przez niego Janusza Szpotańskiego, Edwarda Staniewskiego, Andrzeja Czumy i Leszka Moczulskiego.
Według gazety, oprócz donoszenia na swoich kolegów, Mikłasz posuwał się również do intryg - odsuwał od siebie podejrzenia o współpracę i kierował je na inne osoby. Z archiwów IPN wynika również, że Mikłasz za donosy był wynagradzany. Za jeden z nich dostał od oficera, który go prowadził, około 3 tys. zł, co stanowiło na tamte czasy równowartość miesięcznej dyrektorskiej pensji.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!