Miejsce zamieszkania nie jest przypadkowe. W starym popeerelowskim budynku przy ulicy Bobrowieckiej 1A mieści się północnokoreańska ambasada, a Kim Pyong Il jest ambasadorem - pisze DZIENNIK.

Historia zaczęła się dokładnie 10 lat temu. "Protokół dyplomatyczny wymaga od każdego ambasadora listów uwierzytelniających, a Kim Pyong Il ich nie miał. Sytuacja była delikatna i drażliwa, naciskaliśmy, by sprawę załatwić jak najszybciej" - opowiada nam pracownik MSZ. "Po kilku miesiącach przyszły z KRLD listy uwierzytelniające podpisane przez... wielkiego wodza Kim Ir Sena, który nie żył już wtedy od dobrych czterech lat. Sytuacja była niecodzienna i nie wiedzieliśmy, jak do tego podejść. Zastanawialiśmy się, czy z ich strony to przejaw prawdziwego kultu, czy cynizmu połączonego z paranoją. Zwróciliśmy uwagę, że podpisy są mocno nieaktualne. Odpowiedziano nam, że Kim Ir Sen jest wiecznym prezydentem, co oznacza, że żyje wiecznie. Wreszcie po kilku miesiącach listy podpisał szef północnokoreańskiego MSZ i od 17 listopada 1998 roku Kim Pyong Il oficjalnie jest ambasadorem" - wyjaśnia urzędnik.

Być przyrodnim bratem przywódcy państwa totalitarnego to przywilej, ale jednocześnie i przekleństwo. Kim Pyong Il nie głoduje przecież jak miliony Koreańczyków - wręcz przeciwnie, jada frykasy na dyplomatycznych przyjęciach, nie żyje w skrajnej nędzy - chociaż siedzibie przy Bobrowieckiej daleko do przepychu. Jako członek rządzącego klanu korzysta z przywilejów "czerwonego królestwa". Jednak podobnie jak wszyscy jego rodacy podlega stałej inwigilacji. Jego także, a może nawet przez więzy krwi w szczególności, obserwuje czujne oko starszego brata.

Można tylko domyślać się, który z urzędników ambasady pisze na pheniański dwór raporty i sprawozdania z poczynań ambasadora, bo żaden za znawców tematyki północnokoreańskiej nie ma wątpliwości, że ambasador ma w Polsce cień, który go podpatruje. Poza sprawami związanym z dyplomacją szyfrowane depesze mówią o wszelkich jego nieoficjalnych poczynaniach, spotkaniach, o życiu codziennym, przyzwyczajeniach, słabościach - dotyczy to także jego żony i dwójki dorosłych już dzieci.

Kim Pyong Il mieszka w Polsce niczym w złotej klatce. Jego imię Pyong po koreańsku tłumaczy się między innymi jako złoty...

Druga rodzina Wielkiego Wodza

Oficjalnie w protokole dyplomatycznym ambasador Kim Pyong Il nie jest synem Kim Ir Sena - jest jednym z wielu dyplomatów. Przypominanie jego pochodzenia jest niestosowne w zawiłym świecie dyplomacji, poza tym jest to bardzo źle widziane przez samą ambasadę północnokoreańską, która reaguje nerwowymi protestami. "Syn jest jeden, to Kim Dzong Il, obecny przywódca narodu" - wyjaśnia orientalista prof. Waldemar J. Dziak, autor wielu książek o Korei Płn.

Żeby zrozumieć złożoną historię życia ambasadora Kim Pyong Ila trzeba cofnąć się w czasie do roku 1941. Do radzieckiej wsi Wiatskoje położonej 70 km na północny wschód od Chabarowska. Tutaj 16 lutego 1941 roku przychodzi na świat Kim Dzong Il - pierworodny syn Kim Ir Sena.

Matką obecnego przywódcy KRLD jest pierwsza żona Kim Ir Sena - Kim Jong Suk. Jednak według oficjalnych źródeł Kim Dzong Il urodził się w 1942 roku. Na potrzeby kultu zmieniono nie tylko datę jego narodzin, ale także stworzono oficjalną biografię. Tak więc przyszedł na świat nie w żadnej zapadłej, radzieckiej wiosce, ale na koreańskiej górze Baekdu, narodzinom Umiłowanego Przywódcy (taki przydomek nosi oficjalnie Kim Dzong Il) towarzyszyła podwójna tęcza, a nad górą jasno świeciła gwiazda.

W 1944 roku, także we Wiatskoje, przychodzi na świat drugi syn Kim Ir Sena. Zmarł w wieku niespełna czterech lat. Śmierć małego Shury spowija tajemnica - zresztą niejedyna to zagadka pheniańskiego dworu - malec podobno się utopił. Rok później - w 1949 r. - żona Kim Ir Sena jest znowu w ciąży, tym razem ma urodzić dziewczynkę. Umiera przy porodzie córki.

W 1953 r. Kim Ir Sen zawiera nowy związek małżeński. Rok później rodzi się jego kolejny syn - Kim Pyong Il - obecny ambasador Korei Północnej w Polsce.

Pogłoski mówią, że Kim Dzong Il był bardzo zazdrosny o nową żonę ojca. Relacje między macochą i pasierbem były, mówiąc wprost, złe. Z natury rzeczy niechęć Kim Dzong Ila do macochy przenosiła się na przyrodnie rodzeństwo. Przez długie lata wzajemne relacje pozostawały, delikatnie mówiąc, chłodne. Pogłoski sugerują, że teraz relacje miedzy obu braćmi są coraz lepsze, ponoć mniej oficjalne.

Druga żona Kim Ir Sena pochodzi z bardzo dobrego rodu, pracowała jako sekretarka Wielkiego Wodza i co najważniejsze, była od niego 20 lat młodsza. Romans trwał krótko, kochankowie szybko się pobrali. Kim Ir Sen podobno był bardzo zakochany w drugiej żonie - co, jak podają różne źródła, nie przeszkadzało mu mieć licznych kochanek.

Urodziła mu troje dzieci. Ale to własnie Kim Pyong Il - Złoty Chłopiec - był ukochanym synem ojca, na którego wychowanie poświęcił dużo więcej czasu niż na opiekę nad starszym Kim Dzong Ilem. To gdzieś musiało rodzić braterską zazdrość.

Potem na świat przyszła córka. Jest obecnie żoną ambasadora KRLD w Wiedniu. U niej w domu zatrzymuje się Kim Pyong Il, gdy jeździ do Wiednia leczyć arytmię serca.

Najmłodszy z trojga rodzeństwa przez lata mieszkał w NRD. Zmarł w Niemczech w 2000 roku na marskość wątroby.

Macocha Kim Dzong Ila, dzisiaj pani dobrze po osiemdziesiątce, zaraz po śmierci męża w 1994 roku miała kilkuletni areszt domowy. Dzisiaj jednak żyje w spokoju i dobrobycie, jak przystało na wdowę po Wielkim Wodzu - jednak w całkowitym odizolowaniu od pheniańskiego dworu.

Zesłanie

W samej Korei jest zakaz publikowania zdjęcia Kim Pyong Ila - podobnie jak jego matki i rodzeństwa. Powodem jest nie tylko to, że Kim Dzong Il jest jedynym synem zmarłego przywódcy, o którego innych dzieciach niestosownie jest przypominać, ale także niezwykłe podobieństwo młodszego syna do ojca.

"Problemem Kim Pyong Ila jest nie tyle braterska rywalizacja, ale podobieństwo do wielkiego Kim Ir Sena. On nie jest identyczny, on jest jego klonem" - przyznaje jeden z akredytowanych dyplomatów w Polsce. A takie łudzące podobieństwo nie ułatwia mu życia w kraju. "To jakby same niebiosa wskazywały, kto powinien przejąć schedę po ojcu, ale następca jest jeden i dawno już został wyznaczony, młodszy musi ustąpić w imię tradycji i spokoju w rodzinie" - wyjaśnia prof. Dziak.

Pracownik MSZ zajmujący się przedstawicielami korpusu dyplomatycznego spotkał się kilka razy z młodszym synem Wielkiego Wodza. "Kiedy dziesięć lat temu Kim Pyong Il pojawił się pierwszy raz w ambasadzie, byliśmy w szoku - na ścianie wisiały portrety Kim Ir Sena, a my rozmawialiśmy z jego sobowtórem. Ponoć nawet usposobienie ma identyczne: pogodny, lubiący towarzystwo, typ, który bardzo szybko zjednuje sobie sympatię, chociaż oficjalnie jest powściągliwy" - mówi pracownik MSZ.

To niecodzienne pokrewieństwo, a także łudzące podobieństwo wzbudzają ciekawość wśród innych ambasadorów, wielu z nich pojawia się na uroczystościach koreańskich świąt narodowych tylko z tego powodu, wszak wiele państw bojkotuje KRLD.

Zanim Kim Pyong Il osiadł na dobre w 1998 roku w Polsce, tułał się po Europie. Ojciec wysłał go w świat w bardzo młodym wieku - jedynym sposobem na swobodne życie, bez intryg i podejrzeń, była emigracja. Był na nią skazany. Zaczęła się w 1979 roku od Jugosławii. Miał 25 lat, gdy opuszczał na dobre KRLD - studia w Moskwie w Wyższej Szkole Lotniczej pozwoliły Kim Pyong Ilowi zostać attache wojskowym w Belgradzie.

W październiku 1980 roku, na VI zjeździe Koreańskiej Partii Pracy, ojciec włączył jego przyrodniego brata Kim Dzong Ila do kultu własnej osoby i wyznaczył na swojego następcę. Od tej chwili Kim Dzong Il został Umiłowanym Przywódcą, a Kim Pyong Il na zawsze pozbył się złudzeń, że wróci kiedyś do kraju.

W 1984 roku, w wieku 30-lat, Kim Pyong Il został po raz pierwszy ambasadorem na Węgrzech. Zaczątek transformacji ustrojowej wygonił go na krótko do Bułgarii, gdzie komunizm jeszcze kwitł, ale bratnia, komunistyczna Europa kurczyła się w szybkim tempie. Kim Pyong Il wyjechał do Finlandii, mieszkał tu do 1998 roku. Wyjechał, gdy KRLD zamknęła z powodów oszczędnościowych placówkę w Helsinkach. 15 styczniu 1998 roku przyjechał do Warszawy. Od tego czasu jego dom mieści się przy Bobrowieckiej 1A. Mieszka na piętrze ambasady - ma tam swój zamknięty świat, który odwiedzają bardzo nieliczni.

Smutne życie

Tu, na warszawskim Górnym Mokotowie, mieszka dorosła dwójka jego dzieci - córka i syn. Stąd jeździły one do szkół średnich, a potem na Uniwersytet Warszawski. Wnuczki Wielkiego Wodza Kim Ir Sena doskonale mówią po polsku.

"Pyong jest bardzo szanowany, dobrze wykształcony, ma wielka ogładę towarzyską, zna biegle angielski, ponoć rozumie po polsku, chociaż się do tego nie przyznaje. Na przyjęciach dyplomatycznych czuje się jak ryba w wodzie, ale nic dziwnego - to całe jego życie, jego świat, w którym dorastał i postarzał się, innego nie zna" - mówi jeden z polskich dyplomatów, który poznał młodszego syna Kim Ir Sena. Często spotyka się z artystami, naukowcami, chce działać na rzecz zbliżenia polsko-północnokoreańskiego.

Były pracownik MSZ: "Poza tym, że jest przedstawicielem Phenianiu w Polsce, Kim Pyong Il jest sympatycznym człowiekiem. Miłym, dobrze ułożonym, bardzo oczytanym, rozmowa z nim to prawdziwa uczta intelektualna i niekłamana przyjemność. Wiem, że potrafi po polsku powiedzieć kilka słów: dzień dobry, dziękuję, ale mimo że znam go wiele lat, nie wiem, jaki jest naprawdę. Nie poznałem jego prawdziwej natury. Wiem, że poluje, ale to tradycja odziedziczona po jego poprzednikach tutaj w Polsce."

Nasz rozmówca podkreśla, że to naturalne, iż tak mało wiadomo o ambasadorze Pyong Ilu. "Trudno uzyskać jakiekolwiek informacje poza bardzo oficjalnymi, bo Phenian wszystko trzyma w tajemnicy, przecież nie wiadomo nawet w stu procentach, czy obecny przywódca żyje" - wyjaśnia były urzędnik. "Wszystko może być też uznane za zdradę państwa" - dodaje.

On i inni eksperci od tamtego regionu doświadczyli tego, jak łatwo trafić na koreańską listę persona non grata. "Koreańczycy z Północy są pod tym względem wręcz nienormalni, bo trudno powiedzieć nadwrażliwi. Obrażają się, protestują, piszą noty, a dotknąć ich może wszystko" - opowiada pracownik MSZ i przestrzega, że ten artykuł zapewne będzie oprotestowany przez ambasadę KRLD, zostanie też przetłumaczony i wysłany na dwór do Phenianu. "Dlatego sam ambasador nie chce, by się nim interesowano" - wyjaśnia.

Może dlatego tak łatwo zrozumieć, że namiętnością Kim Pyong Ila są książki - czyta je nałogowo, zwłaszcza beletrystykę światową w angielskich tłumaczeniach. Jest też fanem internetu - tej największej zdobyczy technologicznej XX wieku nieosiągalnej dla jego rodaków. Podobno dzień zaczyna od przeglądu prasy codziennej na południowokoreańskich, amerykańskich, chińskich i japońskich portalach. "To jego hobby jest w jakimś stopniu wymuszone, bo co on ma innego do roboty poza czytaniem i czasami złożeniem jakiejś oficjalnej wizyty" - zastanawia się Waldemar Dziak.

Rok temu w lipcu Kim Dzong Il wprowadził obostrzenia dla pracowników polskiej ambasady w Phenianie. Mogą poruszać się tylko w promieniu 40 km od ambasady, a ponieważ świat dyplomacji rządzi się żelaznymi zasadami, Polacy wprowadzili retorsje - skutkiem czego takie same ograniczenia dostali pracownicy ambasady przy Bobrowieckiej.

Dzisiaj Kim Pyong Il, jego rodzina i podlegli mu pracownicy ambasady, jeśli chcą pojechać dalej niż 40 km, muszą prosić o zgodę polskie władze. W praktyce oznacza to, że swobodnie pojedzie do Mińska Mazowieckiego czy Nowego Dworu, ale już na wyjazd do odległego o 46 km Żyrardowa musi mieć zezwolenie polskiego MSZ. Ale jak mówią nam pracownicy MSZ, ambasador nie stara się o nie zbyt często, a jeśli już, to polska strona udziela zgody z bez zbędnych formalności.