Jako młody chłopak zapowiadał się na wybitnego zapaśnika. W miarę dorastania stawał się coraz bardziej agresywny, miał kłopoty w nauce. Wreszcie latem 1999 roku, gdy miał 20 lat, udało mu się skończyć eksternistycznie liceum ogólnokształcące dla dorosłych.

Kilka tygodni potem zgłosił się na ochotnika do wojska. Po skończeniu służby dostał pracę w więzieniu w Sieradzu. Badania zdrowotne i psychologiczne wykazały, że można powierzyć mu broń...

26 marca ubiegłego roku z wieżyczki strażniczej zastrzelił trzech policjantów konwojujących aresztanta. Kroniki światowe nie znają wcześniejszego przypadku, by strażnik strzelał do stróżów prawa. Ta sprawa wstrząsnęła Polską.

>>>Strażnik-zabójca dostał dożywocie

Dlaczego pociągnął za spust Kałasznikowa? "Podczas składania wyjaśnień mówił, że słyszał głosy, które kazały mu pociągnąć za spust" - mówił kilka miesięcy temu informator DZIENNIKA. "Powiedział też, że służył w Legii Cudzoziemskiej, że widzi wszystko w czarno-białych kolorach " - dodawał inny z rozmówców.

Przed ogłoszeniem wyroku powiedział tylko, że jest chory. Ale sąd w to nie uwierzył. O wyroku dożywocia zdecydowała druzgocąca opinia biegłych. Po wielotygodniowych obserwacjach psychiatrzy stwierdzili, że Ciołek jest zdrowy psychicznie.

Co prawda specjaliści uznali, że oskarżony mógł mieć zaburzoną świadomość, kiedy otworzył ogień do policjantów. Ale kilkanaście minut później, kiedy strzelał do próbujących go obezwładnić antyterrorystów, był już w pełni świadomy swojego czynu. Nie przestał strzelać.