Dla niektórych ból oznacza koniec seksu w małżeństwie, a dla większości bezsenne noce, bo każde przekręcenie się z boku na bok to niewyobrażalne cierpienie. O swoim życiu z bólem opowiadają dwie mieszkanki Warszawy - jedna zmaga się z dolegliwościami kręgosłupa, a druga z migreną.

Marta, 34 lata

Z ciągłym bólem kręgosłupa żyję już od czterech lat. Właściwie już się przyzwyczaiłam do tego, że mnie cały czas boli. Zaczęło się nagle - pochyliłam się, by podnieść coś z podłogi i nagle poczułam potworny ból w plecach. Leżałam na posadzce i nie mogłam się ruszyć. Kiedy w końcu trafiłam do szpitala, lekarze zdiagnozowali przewlekłe bóle kręgosłupa - podobno miałam w dzieciństwie jakiś uraz, o którym nawet nie wiedziałam.

Od tego dnia całe moje życie kręci się tylko wokół bólu. I wokół pytania, na co mogę, a na co nie mogę sobie pozwolić. Zanim zaczęło mnie boleć, rozpoczęliśmy z mężem remont mieszkania, pracowałam społecznie i szukałam jakiegoś stałego zajęcia. Teraz nie robię nic - remontu nie skończyliśmy, nie jestem w stanie nawet zadbać o dom. Nie mogę nosić niczego cięższego ani nawet dłużej stać. Dawniej byłam osobą towarzyską - często z mężem gdzieś wychodziliśmy i spotykaliśmy się ze znajomymi. Gdy zachorowałam, wszystko się zmieniło. Przyjaciele, zrażeni ciągłymi odmowami, przestali do nas dzwonić, więc siedzimy sami w domu. Zresztą i tak w czasie spotkań mówiłam głównie o tym, jak cierpię, więc byli pewnie tym zmęczeni.

Czuję się fatalnie, potrafię przeleżeć cały dzień w łóżku. Ból powoli niszczy też moje małżeństwo i to z bardzo prozaicznych powodów. Najbardziej cierpię w nocy, więc przewracam się z boku na bok, a to budzi męża, który nie jest tym zachwycony. Lekarstwa, które biorę, obniżają libido, więc właściwie nie ma mowy o seksie. Mąż nigdy mi tego nie wypomina, ale widzę, że nie radzi sobie z poczuciem bezsilności. Często siedzę w domu sama, bo on wraca z pracy coraz później. Mój mąż bardzo chciałby, żebym znalazła sobie jakieś zajęcie. Nie chodzi nawet o pieniądze, ale o to, żebym zaczęła myśleć o czymś innym niż tylko o własnym kręgosłupie. Marzę, by mieć dzieci, ale ciągle jestem na silnych środkach przeciwbólowych, których nie można brać w ciąży. Żyję tylko nadzieją, że ktoś mi pomoże i uratuje moją rodzinę.

Anna, 27 lat

Po raz pierwszy migrena dopadła mnie, gdy byłam na II roku studiów. Siedziałam na zajęciach i nagle poczułam potworny ból przeszywający głowę. Nie słyszałam, co mówi wykładowca. Marzyłam jedynie, by natychmiast wyjść z sali i znaleźć się w ciemnym pokoju, w kompletnej ciszy. Początkowo myślałam, że bóle głowy biorą się z nerwów, przemęczenia, ale kiedy zaczęło się to powtarzać trzy razy w miesiącu, a łykane garściami proszki przeciwbólowe nie pomagały, zrozumiałam, że to ostre migreny.

Ból nieodwracalnie zmienił moje życie. Pewnego razu miałam atak migreny przed ważnym egzaminem i nie byłam w stanie się uczyć. Egzamin oblałam. Nie chciałam jednak rezygnować z normalnych zajęć. Kiedy znajomi umawiali się na wyjazd, jechałam z nimi, choć byłam w strachu, że ból przyjdzie nagle. I bardzo często zdarzało się, że wszyscy szli na wycieczkę, a ja zostawałam w hotelu zwinięta w kłębek.

Kiedy jeszcze byłam studentką, migreny nie stanowiły wielkiego problemu, najwyżej znikałam na trzy dni, a potem nadrabiałam zaległości. Trudności zaczęły się, gdy rozpoczęłam pracę. Staram się zawsze mieć przy sobie specjalne, bardzo drogie środki przeciwbólowe, jednak zaczynają działać dopiero po godzinie. Zdarza się więc, że muszę przez godzinę ukrywać się w toalecie, by jakoś przetrwać najgorszy czas. Bardzo boję się, by migrena nie pojawiła się podczas spotkania z klientami. Nie mam pojęcia, jak by się to skończyło, skoro zdarza mi się mdleć i wymiotować z bólu. Szefom nie mówię o problemie, bo boję się, że uznają mnie za niezdolną do pracy. Zresztą rzadko spotykam się ze zrozumieniem. Zazwyczaj, gdy skarżę się na migreny, reakcja jest jedna: "Ból głowy? Poboli i przestanie".

Atak migreny zmienia mnie nie do poznania. Jestem wtedy poirytowana i nie chcę z nikim rozmawiać. Oczywiście nie mam też wtedy ochoty na seks. Na początku małżeństwa sporo się o to kłóciliśmy, jednak mąż w końcu zrozumiał, że nie jest to tylko wymówka.