W najbliższą niedzielę wielu księży z całej Polski będzie z ambon namawiać wiernych, by podpisali zgodę na oddanie narządów do transplantacji. Po zakończeniu nabożeństwa, wychodząc z kościoła, każdy chętny będzie mógł wziąć specjalny formularz. Będzie to symboliczny akt woli dla wiernych, którzy zdecydują się ratować życie innych.

>>>Czy chciałbyś wątrobę od... posła?

Podobnie postąpili dwa lata temu Józef Kloch - rzecznik Episkopatu Polski, Tadeusz Płoski - biskup polowy Wojska Polskiego i duszpasterz kierowców - ks. dr Marian Midura. Na specjalnej tablicy podpisali oświadczenie: "Moją wolą jest, by w wypadku nagłej śmierci moje tkanki i narządy zostały przekazane do transplantacji ratując życie innym. Informuję także, że o swej decyzji powiadomiłem moją rodzinę i najbliższych, którzy w krytycznym momencie winni ją uszanować".

"Gdy zmarłemu katolikowi zabraknie wątroby, nie wpłynie to na jego zbawienie" - mówi "Słowu Polskiemu-Gazecie Wrocławskiej" ksiądz Roman Raczak, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego i diecezjalny duszpasterz kierowców z Legnicy. "Niestety, wciąż jest społeczny opór, szczególnie rodzin, przed oddawaniem narządów" - dodaje.

W polskim prawie obowiązuje zasada domniemanej zgody. Komórki, tkanki i narządy ze zwłok ludzkich można pobrać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu. Ale lekarze często rezygnują z tego, gdy buntuje się rodzina zmarłego.

Do zgody na pobranie narządów próbują przekonać znani Polacy. Wiele osobistości publicznie deklarowało, że po swojej śmierci ich ciało można będzie wykorzystać do przeszczepów. W tym gronie znaleźli się między innymi Przemysław Saleta, który już oddał nerkę swojej córce, oraz Paweł Kukiz, Maria Seweryn i Ewa Minge.