Jeszcze wczoraj, w wieczornym programie Bogdana Rymanowskiego w TVN24, Maksymiuk zapewniał, że jest niewinny. Podkreślał też, że nie chce, by nazywano go M. Akt oskarżenia przeciwko byłemu posłowi jest już jednak w sądzie, a Maksymiukowi grozi kilka lat za kratkami.

Sprawa dotyczy gospodarstwa rolnego w Nowoszycach na Dolnym Śląsku, które w połowie stanowiło własność Maksymiuka - była to współwłasność małżeńska. Były poseł Samoobrony miał dwa razy sprzedać 600-hektarowy grunt wart około 2,5 miliona złotych, który nabył w 1995 roku od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.

Faktycznie Maksymiuk zapłacił tylko pierwszą ratę - 250 tysięcy złotych, z rozłożonej na dziesięć lat spłaty. Następnie - według doniesień mediów - ziemię sprzedać miał biznesmenowi Witoldowi D., z którym podpisał jedynie umowę przedwstępną.

Wykorzystując luki w prawie, Janusz Maksymiuk miał powtórnie sprzedać grunt, tym razem spółce rolnej, za 5,6 miliona złotych, które podzielił między siebie i żonę. Ponieważ za grunt zapłacił tylko 250 tysięcy złotych, sam miał zarobić na transakcjach ponad dwa miliony złotych.