Rebelianci, którzy kontrolowali obrzeża Wirungi, weszli do centrum administracyjnego parku. Za oddziałami partyzanckimi podąża armia rządowa. W każdej chwili mogą wybuchnąć nowe walki, w których obie strony użyją artylerii i broni maszynowej.

Obrońcy przyrody obawiają się, że ofiarami zaciętych walk padną także goryle górskie, których w najstarszym afrykańskim parku narodowym żyje około 400. Już teraz są one zabijane przez kłusowników i gangi trudniące się wyrobem i przemytem węgla drzewnego.

To właśnie produkcja węgla drzewnego jest jednym z największych zagrożeń dla przyrody wschodniego Konga. Z powodu trwającej od kilkunastu lat wojny domowej dach nad głową straciło ponad milion osób, które dziś koczują w obozach, między innymi w okolicach Wirungi. To na ich potrzeby wypalany jest węgiel drzewny, który służy do gotowania i ogrzewania. Poprzednia tak wielka fala uchodźców dotarła w te okolice w połowie lat 90. z sąsiedniej Rwandy, pustosząc ogromne połacie lasu równikowego.

W czasie pokoju Park Narodowy Wirunga przynosił około trzech milionów dolarów zysku rocznie. Pieniądze zostawiali głównie turyści, przyjeżdżający oglądać goryle.