"Sprawdzamy wątek bólu. Przecież ta kobieta trafiła do szpitala, by jej ten ból uśmierzano, a tak bardzo się przed śmiercią nacierpiała. W sprawie jest za dużo znaków zapytania" - mówi DZIENNIKOWI prokurator z Tomaszowa Lubelskiego Jerzy Piechnik. Nie chciał ujawniać żadnych dodatkowych szczegółów.

Marta G. zaczęła chorować w ubiegłym roku. Najpierw lekarze bóle pleców uznali za skutek skoliozy. Po dokładnych badaniach okazało się, że pacjentka ma raka nerki. Nie pomogła jej operacja, bo pojawiły się przerzuty przy kręgosłupie. Kobietę leczono w Tomaszowie, Lublinie i Warszawie. Po miesiącach spędzonych na oddziałach onkologicznych chora wróciła do domu, ale wciąż cierpiała na silne bóle.

Kobietę zaczęto znieczulać morfiną podawaną w okolice lędźwi. Ale i to nie dawało wystarczających efektów. To dlatego na początku listopada Marta G. znów trafiła do szpitala, tym razem w swojej rodzinnej miejscowości. Lekarze twierdzą, że niczego nie zaniedbali.

"Leczyliśmy ją, jak najlepiej się dało. Dostawała znieczulenie w postaci plastrów, tabletek i pozajelitowo morfinę. Najpierw co sześć godzin, potem co cztery" - powiedział DZIENNIKOWI Dionizy Hałasa, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim. "Nie mogę uwierzyć, że to z bólu zdecydowała się odebrać sobie życie" - dodał.

Jednak partner kobiety twierdzi co innego i opowiada, że przez prawie tydzień Marta G. dostawała za słabe leki, które jej nienależycie pomagały. "Bardzo cierpiała, ciągle prosiła o pomoc, o coś mocniejszego" - powiedział mężczyzna.

Nie jest to jedyne postępowanie po samobójstwie na oddziale onkologicznym. Prokuratura bada kazus innego pacjenta chorego na nowotwór. 47-letni pacjent cierpiał na nowotwór jelita grubego, przed śmiercią skarżył się na ból i domagał się silniejszych leków. Opolski szpital również odrzuca swoją winę.

Eksperci mówią tymczasem, że w poszczególnych placówkach należy zrobić wszystko, by chorym na oddziałach onkologicznych oszczędzić cierpień. "Uśmierzanie bólu, szczególnie nowotworowego to dla lekarzy trudne zadanie. Ale trzeba zrobić wszystko, by pomóc pacjentowi" - mówi DZIENNIKOWI Jan Dobrogowski, szef Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.