Prezydent przyznał w wywiadze dla "Magazynu 24 godziny" w telewizji TVN24 , że "strona gruzińska w jakimś przypadku zawaliła", ale nie ma o to żalu do Gruzinów. Według Lecha Kaczyńskiego dobrze się stało, że nie było wokół niego oficerów BOR, bo po serii z karabinu maszynowego z pewnością by zareagowali.

>>>Gruzini nie dopuścili BOR do prezydenta

"Bo gdyby polska ekipa była przygotowana na takie zdarzenie - tak jak w sierpniu, kiedy była w kamizelkach kuloodpornych z długą bronią, mogło dojść do reakcji obronnej" - stwierdził prezydent w TVN24. W sierpniu Lech Kaczyński przebywał w Gruzji, kiedy jeszcze trwał tam ostry konflikt z Rosją. Poza tym prezydent przyznał, że bardzo nie lubi lądować na ziemi, a tak pewnie by się stało, gdyby obok był BOR.

>>>Kaczyński o strzelaninie: Poszło kilka serii

"No i mogłaby się polać krew, bo to była rzeczywiście nieduża odległość. I jeżeli na ogień, który prawie na pewno nie był wymierzony we mnie, odpowiedzieliby ogniem do potencjalnych zabójców, to mogliby zginąć ludzie i po jednej i po drugiej stronie. A żyją, więc stało się dobrze, a nie źle" - uważa Lech Kaczyński.

Prezydent powtórzył, że jego zdaniem z pewnością strzelali Rosjanie. "To było oczywiste" - stwierdził. Dodał, że w materiale dyplomatycznym czytał o rosyjskim posterunku kontrolnym.

"To był teren, który nie był zajęty przez Rosjan przed 7 sierpnia, a teraz jest. Trafiliśmy na rosyjski posterunek kontrolny" - mówił Kaczyński. Jego zdaniem, to dowodzi, że Rosjanie są tam, gdzie nie powinno ich być zgodnie z sześciopunktowym planem pokojowym wynegocjowanym przez francuskiego prezydenta Nicholasa Sarkozy'ego.

"Nie dotrzymali umów i twierdzenia inne są twierdzeniami wynikającymi z filozofii: po pierwsze - ustępować Rosji, po drugie - ustępować Rosji, po trzecie - ustępować Rosji i po czwarte - ustępować Rosji" - powiedział prezydent.