Ashe spotkał się z mieszkańcami Redzikowa po raz pierwszy i najprawdopodobniej ostatni. Dyplomata spodziewa się bowiem dymisji po 20 stycznia, kiedy oficjalnie kończy się kadencja republikańskiego prezydenta George'a W. Busha. Wczoraj poinformował mieszkańców Redzikowa, że nowy prezydent najprawdopodobniej nie będzie blokował budowy tarczy w Polsce. Na podjęcie decyzji może jednak potrzebować kilku miesięcy.

Radni, sołtysi, szefowie miejscowych organizacji i rad osiedlowych, w sumie około 30 osób reprezentujących mieszkańców, przez blisko godzinę zasypywali ambasadora gradem pytań. "Przede wszystkim chcieli wiedzieć, w jaki sposób będzie chronione Redzikowo, skoro Rosjanie oświadczyli, że mogą wystrzelić rakiety w jego kierunku z obwodu kaliningradzkiego. Dolecą tu w minutę i kilka sekund" - mówi wójt gminy Słupsk Mariusz Chmiel.

Ambasador powiedział, że "Polska jest członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego i w jego ramach będzie chroniona". Mieszkańcy pytali też, czy instalacje będą zakłócać telefony komórkowe oraz czy fale elektromagnetyczne przez nie emitowane będą szkodzić zdrowiu. Takie informacje podawała wcześniej lokalna prasa. Ashe je zdementował.

Po spotkaniu przewodniczący Rady Osiedla Redzikowo Andrzej Kotlicki przekazał ambasadorowi list - protest przeciwko instalacji bazy. "Jesteśmy głęboko zaniepokojeni zewsząd płynącymi zagrożeniami na nasz region. Zapewne ma pan świadomość, że 90 proc. mieszkańców jest przeciwna lokalizacji obiektu, który niesie ze sobą zagrożenia dla Redzikowa, jak również dla całego Pomorza Środkowego. (...) Mam nadzieję, że pragnienia i obawy mieszkańców zostaną dostrzeżone chociażby przez decydentów strony amerykańskiej" - napisano w nim.

Więcej kurtuazji okazały miejscowe władze, które zaprosiły ambasadora - z zamiłowania wędkarza - na styczniowy połów łososi w rzece Słupi. Ashe obiecał, że postara się przyjechać, nawet jeśli nie będzie już ambasadorem.