Wczoraj dwa duże dzienniki, "Times" i "Daily Mail", przyznały: to na Wyspach leży klucz do rozwiązania jednej z największych zagadek XX-wiecznej historii Polski, która położyła się cieniem na relacjach polsko-brytyjskich. Generał i premier rządu RP na uchodźstwie zginął 4 lipca 1943 r., gdy jego samolot startował z brytyjskiej bazy w Gibraltarze.

"Ekshumacja zwiększy presję na rząd Wielkiej Brytanii, by ujawnił tajne dokumenty dotyczące tej sprawy" - komentował "Times". "To, że brytyjskie papiery na temat losu Sikorskiego pozostają do dziś utajnione, podgrzewa podejrzenia" - wtórował mu "Daily Mail".

Gazety na Wyspach po raz pierwszy od lat masowo zajmowały się wczoraj historią, która większości Brytyjczyków jest mało znana. "Times" przytaczał całą gamę wątpliwości towarzyszących katastrofie, którą od razu uznano za nieszczęśliwy wypadek: symulację wykonaną w 1992 roku, która udowodniła, że liberator wiozący Sikorskiego i jego otoczenie musiał mieć inny tor lotu, fakt, że Sikorskiego znaleziono w kamizelce ratunkowej, której nigdy nie używał, a także to, że nie znaleziono ciała towarzyszącej generałowi córki. "Pomimo, że brytyjskie śledztwo przypisało katastrofę błędom technicznym, pojawiły się liczne spekulacje, że generała zamordowano. Różne spiskowe teorie oskarżają Stalina, Churchilla, a nawet polskich rodaków Sikorskiego" - pisze "Daily Telegraph".

Polscy historycy twierdzą, że nagłe zainteresowanie generałem na Wyspach jest jak najbardziej korzystne. "Brytyjczycy odbierają cały szum wokół Sikorskiego jako naciski i w sumie dobrze, że tak to odbierają. Nikt nie wie, co jest w aktach, na pewno jednak ich ujawnienie przyniosłoby wiele korzyści" - mówi historyk IPN Jan Żaryn.

Wczoraj przykrytą biało-czerwoną flagą trumnę z ciałem Sikorskiego żegnało ponad dwa tysiące ludzi zgromadzonych pod Krzyżem Katyńskim, gdzie wystawiono ją na blisko 20 minut. Potem rozpoczęła się msza w wawelskiej katedrze, odprawiana przez kardynała Stanisława Dziwisza. - Generał uosabiał nadzieje milionów Polaków. Jego gwałtowna śmierć to był wielki cios dla nich wszystkich - mówił kardynał. Był to trzeci pogrzeb generała - pierwszy odbył się w 1943 roku w angielskim mieście Newark, drugi w 1993 na Wawelu.

p

BARTŁOMIEJ LEŚNIEWSKI: Pamięta pan wiadomość o śmierci Sikorskiego?
MIECZYSŁAW STACHIEWICZ*: Oczywiście. Jak każdy byłem zszokowany. Nie byłem w stanie w nią uwierzyć.

Jaka jest szansa na to, że Brytyjczycy odtajnią resztę dokumentów dotyczących katastrofy Gibraltarze?
Niewielka. Wcześniej takie rzeczy robili niezwykle rzadko. A w ostatnich latach dodatkowo zaostrzyli procedury wydawania dokumentów z czasów wojny. My to widzimy w bieżących pracach instytutu. Jeszcze kilkanaście temu, by uzyskać wgląd do nich, wystarczyło pokazać legitymację. Teraz to się kończy, teraz żądają upoważnienia bliskiej rodziny osób, których dotyczą dokumenty, mnożą przeszkody. Oczywiście sprawa Sikorskiego jest o wiele bardziej poważna.

Czy ekshumacja zwłok generała pomoże w wydobyciu tych dokumentów?
Przynajmniej trochę. Gdyby nie rozgłos wokół sprawy, presja, nie byłoby o tym mowy. A tak pozostaje cień szansy. Wiele tu zależy od wyników badań szczątków generała. Jeżeli bowiem dojdzie w tej sprawie do nowych sensacyjnych odkryć, wykrycia śladów jakiejś zbrodni czy przestępstwa, brytyjscy decydenci mogą uznać, że ujawnienie archiwów jest konieczne. I niechętnie, ale się na to zgodzą.

A dlaczego dokumenty te okrywane są tak wielką tajemnicą? Co takiego jest w nich, że strona brytyjska tak pilnie ich strzeże.
Tu możemy jedynie spekulować. Być może nic, być może ślady zatuszowanej zbrodni. A być może po prostu coś, co nie potwierdza przestępczego charakteru zdarzenia, ale kompromituje jakąś osobę czy instytucję. Na przykład pokazuje nieudolność Brytyjczyków.

*Mieczysław Stachiewicz jest prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego w Londynie, w czasie wojny służył w polskim lotnictwie w Wielkiej Brytanii

p

BARTŁOMIEJ LEŚNIEWSKI: Kto zyskał na śmierci generała Władysława Sikorskiego?

PROF. CEZARY KRÓL*: W Sikorskim straciliśmy polityka stanowczego, doświadczonego i cieszącego się dużym autorytetem w oczach zachodnich aliantów. Zyskali na tym wszyscy prócz Polaków, a więc Brytyjczycy, Rosjanie, Niemcy.

Brytyjczycy? To byli przecież nasi sojusznicy?
Bo wtedy dla ratowania sojuszu ze Związkiem Radzieckim postanowili oni poświęcić Polskę, pogodzić się z tym, że Rzeczpospolita znajdzie się w radzieckiej strefie wpływów. Bez Sikorskiego poszło im znacznie łatwiej, bo to był partner twardszy, trudniejszy do obejścia niż jego natępcy.

A Rosjanie i Niemcy?
Rosjanie uzyskali mniej więcej to samo co Brytyjczycy: osłabienie siły argumentów Polski. Stalin darzył generała Sikorskiego szacunkiem, dawał temu wyraz, wiązały go z nim zawarte umowy, prowadzone negocjacje. Do następców Sikorskiego takiego szacunku już nie miał, wiedział, że może pozwolić sobie na więcej.

Niemcy natomiast natychmiast wykorzystali niejasne okoliczności śmierci do celów propagandowych w Polsce. Śmierć generała pokazywali jako efekt spisku żydowskiego przeprowadzonego rękami brytyjskich i radzieckich agentów. Miał z tego wynikać wniosek, że Polacy zostali sprzedani przez sojuszników, a opór przeciw Niemcom nie ma sensu.

Polacy chyba nie uwierzyli?
Oczywiście nie, ale jakieś wątpliwości udało się Niemcom zasiać. Niemcy dodatkowo skorzystali na tym, że śmierć wodza zawsze wywołuje przygnębienie, upadek ducha.

Polacy wraz z Sikorskim stracili też jeden silny ośrodek kierowniczy. Generał rządził twardą ręką i najprawdopodobniej gdyby żył, nie przekazałby władzom Polski Podziemnej w kraju prawa do podjęcia decyzji o Powstaniu Warszawskim. Być może powstania by nie było.

Co jeszcze zmieniła śmierć generała? Czy bylibyśmy innym krajem, gdyby przeżył katastrofę?
Z dzisiejszej perspektywy historycznej widać, że nie. Do podporządkowania sobie Europy Środkowej Stalin dążył bezwzględnie. Czesi zachowali na czele państwa polityka z wielkim autorytetem Edwarda Benesza. A i tak zostali podporządkowani ZSRR tak samo mocno jak Polska. Stawiali opór dłużej, ale efekt był podobny jak w Polsce. Śmierć generała Sikorskiego w szerszej perspektywie nie była przełomem. Ułatwiała jednak działania naszym wrogom.

*Cezary Król, profesor Collegium Civitas, członek Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk