Graczyka kilka tygodni temu odnaleźli prokuratorzy z pionu śledczego IPN w Białymstoku. I to - jak twierdzi "Gazeta Wyborcza" - bez większego trudu.

Prokuratorzy ci, prowadzący śledztwo w sprawie fałszowania przez SB akt mających dowodzić, że Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek", przesłuchali już Graczyka. Jego zeznania - jak stwierdzają dziennikarze "GW" - rzucają nowe światło na sprawę oskarżeń pod adresem Wałęsy.

Graczyk - jak dowodzi gazeta - miał stwierdzić, że Wałęsa nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, a informacje, które uzyskał od niego w trakcie rozmów "nikomu nie zaszkodziły".

"Uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki zaakceptowana przez kierownictwo IPN" - brzmi fragment komunikatu Instytutu Lecha Wałęsy, opublikowanego przez portal onet.pl.

"To nadużycie warsztatowe potwierdza złą wolę autorów książki i kierownictwa IPN, którzy odrzucili kluczowe źródło informacji, aby udowodnić zaplanowaną tezę. Zeznania świadka podważyłby oskarżenie przez IPN Lecha Wałęsy zawarte w wyżej wymienionej książce" - twierdzą pracownicy Instytutu.

Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk, stwierdził, że nie może na razie skomentować informacji, dotyczącej odnalezienia "uśmierconego" byłego funkcjonariusza SB.

Współautor książki o Lechu Wałęsie, Sławomir Cenckiewicz tłumaczy portalowi rp.pl, że informację o śmierci Graczyka zaczerpnął z uzasadnienia sądu lustracyjnego z 2000 roku.