Głównym impulsem przedsięwzięcia był brak reakcji ze strony brytyjskich instytucji na publikacje dziennika "The Times", którego felietonista kilka miesięcy temu zarzucił Polakom współodpowiedzialność za Holocaust i udział w zabijaniu Żydów podczas II wojny światowej. Polacy zaskarżyli gazetę do Press Complaints Commission, instytucji zajmującej się rozpatrywaniem tego typu skarg, domagając się przeprosin na łamach gazety oraz odwołania nieprawdziwych informacji. Niewiele jednak wskórali, bo komisja kilka dni temu odrzuciła skargę uznając, że dziennik nie złamał kodeksu etyki prasy.

Decyzja PCC wywołała oburzenie polskiej emigracji. "To skandal, że dziennikarz prestiżowej gazety może nazywać nas Polaczkami i zarzucać zbrodnie wojenne. Chcemy bronić Polski przed stereotypami. Będziemy prowadzić akcję, aż do osiągnięcia jakichkolwiek rezultatów" - napisali Polacy na stronie serwisu społecznościowego Facebook. Niedawno założyli na nim grupę "Dajmy lekcję historii dziennikowi <The Times>", w której udziela się prawie dwa tysiące internautów z całego świata.

Działania Polaków wsparło dwóch posłów brytyjskiej Izby Gmin - laburzysta Stephen Pound oraz konserwatysta Greg Hands - którzy zgłosili w tej sprawie interpelację. Do dzisiaj podpisało ją 16 deputowanych Izby Gmin. Ale organizacje polonijne walczą o to, by akcja zdobyła jeszcze większy rozgłos. Zjednoczenie Polskie, najstarsza organizacja reprezentująca Polaków, przygotowało dla emigrantów wzór listu, który mogą wysłać do posła, który reprezentuje w parlamencie ich miasto lub dzielnicę.

"Takie akcje to dla nas inwestycja w przyszłość. Nie możemy się godzić na określenia w stylu <polskie obozy koncentracyjne>, które co jakiś czas pojawiają się w mediach. Przeciętny Anglik nie sięgnie przecież do podręcznika historii, żeby to sprawdzić" - podkreśla Mateusz, londyński prawnik, który do poparcia polskiego protestu namawia nawet swych brytyjskich kolegów z kancelarii.