"Laska z Lechii podwalała się do chłopaka dziewczyny z Arki" - wyjaśnia powód bójki 14-letnia gimnazjalistka Inka. A takiej sprawy jej zdaniem nie można odpuścić. Co do tego obie strony były zgodne. Dziewczyny wyznaczyły więc termin spotkania i miejsce - osiedle Witosa. Jak mówią w Tczewie - "na górkach". "To najspokojniejsze osiedle w mieście" - nie ma wątpliwości policja.

Ale nie było spokojne w niedzielę 16 listopada. Po południu dyżurny komendy w Tczewie odebrał anonimowy telefon. "Młody głos poinformował, że <na górkach> szykuje się ustawka między kibicami" - opowiada Dariusz Górski z tczewskiej policji. Na miejsce natychmiast pojechały dwa patrole. Tyle że zamiast hordy agresywnych chłopaków, jakich się spodziewali, policjanci musieli zapakować do radiowozów 16 dziewcząt. "Z daleka wyglądały jak chłopcy, ubrane w dresy, z szalikami Arki i Lechii. Na widok radiowozu któraś krzyknęła: <Wyrzucajcie kije!>" - opowiada policjant, który brał udział w akcji. Kiedy na komendzie dziewczyny czekały, aż odbiorą je rodzice, przyznały w luźnej rozmowie z jedną z policjantek, że rzeczywiście zamierzały się bić. Wybrały ulicę Nałkowskiej, bo była idealna na ustawkę. Daleko od osiedli, na których same mieszkają, i daleko od sąsiadów, którzy mogliby je rozpoznać. Ulica zaczyna się polem, potem ciągną się szeregi domków jednorodzinnych, za nimi kościół i zakon świeckich franciszkanów, kilka domów dopiero się buduje. Cisza i spokój. "No i psiarnia nie zagląda tam często" - mówią nastolatki. Psiarnia, czyli policja.

Policjanci, a za nimi dziennikarze, podali, że była to pierwsza taka ustawka w mieście. 15-letnia Monika, kibicka Arki: "Policja to cieniaki. To była pierwsza ustawka, o jakiej się dowiedzieli" - parska lekceważąco.

Za miarkę albo za przelizanie cudzego chłopaka

Bo dziewczyny biją się regularnie. W sierpniu planowana była ustawka z dziewczynami z jednej z podtczewskich wsi. "No bo dziewczyna z tej wsi, nie powiem nazwy, bo zaraz wszyscy będą wiedzieć, o kogo chodzi, przelizała się z chłopakiem dziewczyny z Tczewa. Przelizała, czyli całowała się z języczkiem" - wyjaśnia Inka. Wtedy dziewczyny z Tczewa zjednoczyły siły - w jednym szeregu miały stanąć fanki Lechii i Arki. Monika, subtelna dziewczyna z niebieskimi oczami i krótkimi, zgrabnie przystrzyżonymi włosami, nie kryje teraz żalu: "Ustawka nie odbyła się, bo tamte stchórzyły w ostatniej chwili" - mówi. Dziewczynka, która odważyła się zaczepić cudzego chłopaka, ze strachu zmieniła szkołę.

Ale o wiele częściej niż na ustawki dziewczyny umawiają się na solówki. Biją się wtedy dwie osoby, a cała reszta kibicuje. Bijatyka trwa do chwili, gdy któraś nie będzie miała już siły i podda się. Albo gdy ktoś dziewczyny rozdzieli. Wygranie solówki to poważna sprawa. "Taka osoba ma potem wielki szacun w szkole i na osiedlu" - mówi Inka. O co dziewczyny się biją? Czasem pretekstem może być tzw. miarka, czyli zmierzenie kogoś wzrokiem. O wiele poważniejsze jest zwyzywanie rodziny czy próba odbicia chłopaka. Dziewczyny z Tczewa nie tolerują też obgadywania. "No bo jak taka podlizuje ci się, jest miła i w ogóle, a potem za plecami dupę obrabia, to co? Najpierw można ją zbluzgać, ale jak to nie działa, to robi się solówkę" - mówi Monika. "Dlaczego się bijemy? No bo jak mam nerwa, to przecież jakoś trzeba to rozładować!" - mówi.

Dyrektor Gimnazjum nr 3 Lech Stoliński przyznaje, że ma coraz większy problem z uczennicami. Wśród zatrzymanych w feralną niedzielę było kilka dziewcząt z jego szkoły. "Gdyby tak podliczyć interwencje pedagoga, to chyba częściej trafiają do niego dziewczyny. Są bardzo agresywne. Wiem, że nieraz umawiały się po lekcjach i szarpały za blokami" - mówi. Inni dyrektorzy wolą udawać, że problemu nie ma. Jeden z nich mówi wprost: "A po co pani chce w to szkołę mieszać? To było w niedzielę, po lekcjach. One były wtedy pod opieką rodziców. Ja nie rozumiem, czego dziennikarze chcą od szkoły. Potem tylko negatywna opinia będzie się za nami ciągnąć."

W imię Ojca i Syna i Arka Gdynia

Sandra ma 16 lat. Na swoim profilu w jednym z portali społecznościowych zamieściła swoje zdjęcie z herbem Arki Gdynia podpisane "W imię Ojca i Syna i Arka Gdynia”. Sandra była w grupie zatrzymanych dziewcząt, rodzice musieli ją odebrać z komisariatu. "Na żaden mecz już nie pojedzie! Myślałam, że jest rozsądną dziewczynką, a tu takie rzeczy!" - matka dziewczynki podnosi głos. "Ja już z córką o tym wszystkim rozmawiałam. Ona tam była, bo chciała koleżankom przetłumaczyć, że nie powinny się bić. Dla mnie to już zamknięta sprawa."

14-letnia Kasia, fanka Lechii, do tej pory nie sprawiała żadnych problemów. Ani w szkole, ani w domu. "Ona była na Nałkowskiej przypadkiem. I ja jej wierzę" - mówi twardo matka dziewczyny. Kobieta nie ma pojęcia, czy córka kibicuje którejś z trójmiejskich drużyn. "Przecież żadnej ustawki nie było, nie rozumiem, po co całe zamieszanie" - dodaje ojciec dziewczyny. W niewinność Kasi wierzy też dyrektor jej gimnazjum. "Nie mam powodów, by nie ufać moim uczniom" - mówi. Również policja nie wyklucza, że niektóre dziewczynki mogły się znaleźć na ulicy Nałkowskiej przypadkiem.

Ale takiej wersji nie kupują inne nastolatki. "A co miała powiedzieć dorosłym? Też bym się tak tłumaczyła. Nikt na ustawce nie znajduje się przypadkiem" - nie ma wątpliwości Monika. "No chyba że mama wyśle mnie po bułki, a ja po drodze do sklepu spotkam kumpelę i ta zabierze mnie na ustawkę. Wtedy będzie przypadkiem" - śmieje się. Kilka z zatrzymanych dziewczyn miało już wcześniej zatarg z prawem, złapano je m.in. na kradzieżach. Ale większość to zdaniem rodziców dobre dzieci, a w oczach nauczycieli grzeczne uczennice.

Kocha Lechię, bo jej chłopak jest kibicem

Anka, 13-letnia fanka Arki, twierdzi, że nie toleruje ustawek. Ale gdyby ktoś obraził imię jej drużyny, to nie zastanawiałaby się ani chwili. "Oczywiście, że poszłabym się bić" - mówi. Kibicuje Arce, bo jej tata jest kibicem i od małego opowiadał jej o tej drużynie. Monika kibicuje Arce, bo całe jej osiedle jest za Arką. Ale 15-letnia Wiola, która wygląda na sporo starszą, kocha Lechię, bo jej chłopak jest kibicem drużyny z Gdańska.

Każda porządna kibicka ma szalik ukochanej drużyny. Doskonale wie, na jakich osiedlach może się z nim obnosić, a na jakie lepiej się w barwach swojego klubu lepiej nie zapuszczać. Mapę klubowych wpływów w Tczewie nietrudno rozgryźć. Wystarczy uważnie obserwować napisy wybazgrane na murach: na Starym Mieście rządzi Lechia, na Czyżykowie, Suchostrzygach i położonym na peryferiach miasta os. Staszica zwanym przez tczewian Abisynią króluje Arka. W Tczewie również są dwie drużyny piłkarskie: Unia i Wisła. Unici są jednocześnie kibicami Lechii, wiślacy są za Arką. Poruszając się wśród nastolatków, trzeba znać te zasady.

Na blokach przy Gimnazjum nr 3 na Suchostrzygach jest kilka napisów "Arka Gdynia”. Dyrektor szkoły Lech Stoliński nie może zrozumieć, dlaczego zamiast zająć się lokalnym sportem dzieciaki wolą drużyny z Trójmiasta. "Ja tam jestem za Samborem Tczew" - deklaruje. Chwilę później jego komórka wygrywa piosenkę rapera Pei: "Jest tylko jedna rzecz dla, które warto żyć...”. Ten utwór śpiewają na meczach kibice Arki. Dyrektor nieco speszony tłumaczy: "Wgrał mi to mój syn, który kibicuje Arce."

Stoliński podobnie jak dyrektorzy innych szkół w Tczewie zakazał obnoszenia się w szkole z barwami ulubionych drużyn. Dyrektor Gimnazjum nr 1 Tadeusz Dzwonkowski zabiera uczniom klubowe szaliki. Na co dzień nie ma jednak w szkołach waśni na tle klubowych sympatii: "Lechistki z kibickami Arki często chodzą nie tylko do tych samych szkół, ale nawet siedzą w jednej ławce" - mówi Dzwonkowski.

Gdyby mama wiedziała...

Monika woli ustawki i solówki chłopaków, bo są bardziej widowiskowe. Uwielbia rozdzielać walczących. "To też jest jakaś adrenalina. Podchodzisz, wdzierasz się między nich. Kiedyś porządnie oberwałam w rękę" - mówi. Ale nawet gdyby ktoś zmasakrował jej twarz, za nic nie przyznałaby się nikomu dorosłemu, co się stało. "Jak pokazywali w telewizji materiał o ustawce na górkach, to moja mama kręciła głową: <Boże, co to za młodzież w tym Tczewie>. Nie wiem, co by było, gdyby usłyszała to wszystko, co tu opowiadam" - mówi. Monika lubi jeździć na mecze, ale tylko te derbowe: Arka kontra Lechia. "Bo wtedy coś się dzieje. Fajnie jest uciekać, jak ktoś goni cię z pałą" - śmieje się.

Inki nie interesuje kibicowanie. Ta śmiała i wygadana dziewczyna miała już problemy z policją. "Zastraszałam dziewczynę z podstawówki" - przyznaje trochę zawstydzona. Jej babcia dziwiła się, kiedy w mediach mówiono o dziewczynach z Tczewa. "To u nas takie rzeczy się dzieją?" - pytała z niedowierzaniem.

Wiola na ustawki chodzi razem ze swoim chłopakiem. Sama nie lubi się bić, woli patrzeć. "Inne dziewczyny idą na całość. Ubierają pierścionki na wszystkie palce, niektóre biorą nawet kosy (noże - red.). Czasem to bardziej takie straszenie, ale bywało, że któraś wracała do domu porządnie obita" - mówi. "Oczywiście żadna nigdy się nie przyzna, że była na ustawce."

Agresja to jedyny argument

Dziewczyny z Tczewa nie są żadnym wyjątkiem. Wcześniej głośno było o ustawce dziewczyn w śląskim Orzeszu. Tam nastolatki pobiły się, bo ktoś obraził kolegę jednej z nich. Nie umiały inaczej załatwić sprawy. Socjolog Jacek Kurzępa tłumaczy, że współczesnym nastolatkom brakuje tzw. kompetencji społecznych. "Nie potrafią mówić o sobie, nie rozumieją swoich emocji i nie potrafią toczyć sporów na argumenty. Jedynym argumentem jest agresja, a my jesteśmy wobec tego bezsilni" - wyjaśnia. Jeszcze inne wytłumaczenie dziewczęcej agresji ma Sylwia Chutnik, kulturoznawczyni i prezeska fundacji MaMa. Jej zdaniem "dziewczyńskość ustawkowa” jest rodzajem buntu przeciwko narzucanym modelom zachowania, wyłamywaniem się z zasad ugrzecznionej formy kontaktu między kobietami.

Jacek Kurzepa nie ma wątpliwości, że agresja wśród dziewcząt będzie coraz bardziej widoczna. Nie tylko w kręgu fanek klubów piłkarskich. "Bo zwykle nie o żadne kibicowanie chodzi, ale po prostu o utożsamianie się z pewną grupą. To tylko kwestia czasu, kiedy usłyszymy o dziewczynach terroryzujących lokale, o podwórkowych bandach dziewczyn z blokowisk" - dodaje.

Imiona wszystkich bohaterek zostały na ich prośbę zmienione