Premie trafiły do kilku oficerów, którzy wymyślili i przeprowadzili całą operację. "Zainkasowali od 10 do nawet ponad 30 tys. na rękę. Stało się tak mimo ogromnych kontrowersji, które nadal wzbudza cała sprawa" - tłumaczy nasz rozmówca z CBA. Decyzję podjął jednoosobowo szef CBA Mariusz Kamiński.

"Łowy na Sawicką to głośna sprawa w wąskim środowisku funkcjonariuszy znających się na operacjach <pod przykryciem>. Metody zastosowane przez CBA budzą wiele wątpliwości" - tłumaczy nam emerytowany dziś już oficer służb specjalnych.

Sawicka od agenta, który wcielił się w biznesmena, przyjęła 100 tys. zł łapówki. Film dokumentujący tę scenę widziała cała Polska. Na jednej z ławek w okolicach Sejmu posłanka wraz z kwiatami dostała grubą kopertę w zamian za pomoc w kupnie działki na Helu. Wcześniej jednak agent - zawsze ubrany w markowe garnitury, młody i przystojny brunet - prawdopodobnie rozkochiwał w sobie kobietę. Sawicka na dramatycznej konferencji prasowej, którą zwołała po ujawnieniu filmu, tak opisywała ich wzajemne relacje: "Nie przedstawiono miłych i czułych SMS-ów do mnie, listów, treści tych wypowiedzi, kwiatów, które były przesyłane do mnie, nie powiedziano również tego, że były wymieniane upominki między nami..."

Wątpliwości wobec legalności działań CBA ma również warszawski sąd, który miesiąc temu nakazał poznańskiej prokuraturze raz jeszcze zbadać, czy funkcjonariusze nie przekroczyli uprawnień.

Według naszych nieoficjalnych informacji pułapkę, w którą wpadła posłanka Sawicka wymyślił Tomasz W., zdymisjonowany już doradca Mariusza Kamińskiego. To on wpadł na pomysł, aby młodego agenta wysłać na kurs przygotowujący do rad nadzorczych, gdzie poznał posłankę Sawicką. Sam nie zdążył otrzymać premii, gdyż jego karierę przerwało ujawnienie przez DZIENNIK, że przed 1989 r. jako milicjant bił krakowskich opozycjonistów. Zdążył jednak zbudować w CBA cały wydział oraz rozpocząć najgłośniejsze operacje specjalne, które zakończyły karierę posłanki Sawickiej, jak również Andrzeja Leppera.

"To żywa legenda operacji undercover. Budował taki wydział w policji, później w CBA. Świetne zdanie o nim mieli Amerykanie i Niemcy" - wspomina jeden z naszych rozmówców.

W policji karierę Tomasza W. wstrzymała kontrola finansów w jego wydziale. Przełożeni zaczęli podejrzewać, że trwoni publiczne pieniądze na drogocenne zegarki, luksusowe auta. Czarę goryczy przelała kosztowna wyprawa w trakcie karnawału do Rio de Janeiro, gdzie "przykrywkowcy” mieli szukać kontaktów z dilerami narkotykowymi. Właśnie wtedy nową pracę Tomaszowi W. zaproponował Mariusz Kamiński.

"Dziś W. pracuje dla wielkich koncernów, tropiąc podróbki ich produktów. Podobno proponuje ostatnio telewizjom organizowanie prowokacji wypróbowujących uczciwość polskich polityków" - mówi jeden z naszych rozmówców.