Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Kim naprawdę jest polski James Bond

2008-12-04 | Ostatnia aktualizacja: 19:09 | Komentarze: 0 | skomentuj

Przez 22 lata MSZ-owskiej kariery był: "polskim Jamesem Bondem", "ekspertem od Czeczenii", oraz "człowiekiem do spraw najtrudniejszych". O 48-letnim Zenonie Kuchciaku jedno można powiedzieć na pewno: co najmniej pięć osób zawdzięcza mu życie.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

>>>Polski James Bond z odsieczą dla inżyniera porwanego w Pakistanie

Grudzień 1997 roku. Czeczenia od ponad roku jest w praktyce niepodległym państwem, Polskę pamięta jako naród, który w czasie wojny z Rosją (1994-1996) najaktywniej wspierał jej wolnościowe aspiracje. Dlaczego pięciu Polaków - uczestników akcji humanitarnej - znajdzie się w kilkumiesięcznej niewoli, nie wie nikt. Zostają porwani w okolicach Gudermesu. To Marek Kurzyniec - anarchista z Krakowa, jego kolega z Sopotu Krzysztof Galiński, inny anarchista Dominik Piaskowski, prawicowy działacz i publicysta "Najwyższego Czasu!" - Paweł Chojnacki oraz działacz alternatywny Marcin Thiel.

Wiadomo jedno: wszyscy mają doskonałe kontakty z Czeczenami. W czasie wojny organizowali pomoc, która trafiała bezpośrednio do Czeczenów. Trzech z nich w lutym 1996 roku spotykało się z liderem separatystów Dżocharem Dudajewem, dwóch miało honorowe obywatelstwo Czeczenii.

Teraz posiedzą w niewoli ponad trzy miesiące. Bez żadnej gwarancji, że przeżyją. Do dziś chodzą plotki: prowokacja rosyjskiej FSB, czy też rozgrywka jednego z klanów czeczeńskich. Wszystko owiewa tajemnica negocjacji. I milcząca postać w tle.

Wiadomo, że sprawę w MSZ-ie kuruje tajemniczy negocjator - podobno urzędnik OBWE. I w lutym 1998 Polacy zostają uwolnieni - tak nagle, jak ich porwano. Oficjalny komunikat czeczeńskich władz: podjęto szturm mieszkania, oswobodzono pięć osób.

Gdy Polacy wychodzą na wolność, to negocjator jest bohaterem. Nazywa się Zenon Kuchciak, ma 37 lat. "Na kłopoty Kuchciak", "Polski James Bond" - pisze prasa. To on miał wcześniej prowadzić negocjacje z czeczeńskimi klanami. Jak? Kiedy? Nie mówi nikomu. Żyje za to jego legenda: podobno nauczył się czeczeńskiego, podobno poznał całą strukturę klanowo-biznesową pół-niepodległej pół-bandyckiej republiki, podobno jest mózgiem od takich łamigłówek.

Resztę dopisze prasa i telewizyjne talk-showy. Bohater jest przed 40-tką, idealny wiek dla gwiazdora. Przychodzi do telewizji, ale jest milczący, więc etos Jamesa Bonda otacza go jeszcze bardziej.

"Mało kto w MSZ-ie mógłby z siebie robić taką gwiazdę. To facet, który stał się mistrzem autokreacji" - mówi jeden z naszych rozmówców.

Kim jest prawdziwy Zenon Kuchciak? To absolwent moskiewskiego MGIMO - Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych - kuźni kadr dyplomatycznych dla Rosji i "demoludów", prestiżowej w czasach PRL, a dziś starannie wymazywanej w MSZ-ie z życiorysów. Wiadomo, że w resorcie jest od 1986 roku i że w połowie lat 90. przyjął funkcję zastępcy szefa Grupy Wspomagania OBWE.

Po czeczeńskiej awanturze przychodzi czas na zaszczyty. Będzie szefem misji OBWE w Chorwacji, a potem za rządów AWS trafi do Obrony Cywilnej. Od 2001 roku będzie ambasadorem w Uzbekistanie, by później w kwietniu 2006 roku zostać wizeprezesem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa ds. handlu i marketingu. Przez następne dwa lata negocjował warunki importu gazu i dostaw surowca do klientów w Polsce.

Do czasu. Gdy tylko w Pakistanie zostanie uprowadzony polski inżynier, odbierze dziesiątki telefonów od dziennikarzy. Czy i tym razem będzie negocjował? Żadnego przecieku. "Tak stanowczo zaprzeczał, że aż zacząłem myśleć, że coś musi być na rzeczy" - mówi jeden z reporterów. Po tygodniach wyda go pakistański biuletyn rządowy, który otwarcie przyzna, że prezydent Asif Ali Zardari przyjął polskiego "Special Envoy". Władza już nie ściemnia: Kuchciak ma kolejne zadanie. A rodzinie porwanego pozostaje modlić się: oby był naprawdę tym, którego wykreowały media - polskim supernegocjatorem i ekspertem od spraw niemożliwych.

Andrzej Morozowski, który przeprowadzał rozmowę z Kuchciakiem, twierdzi, że po niej ... niewiele o Kuchciaku się dowiedział. "Nazywanie go Jamesem Bondem jest trochę na wyrost. Kuchciak przy całej swojej niepozorności na pewno jest jednym: wyjątkowo sprawnym graczem, wie, jak wykorzystać medialny szum wokół swojej osoby, tak by mu to pomogło w jego pracy. Dziennikarzom pokazywał jednak tylko wierzchołek góry lodowej, o kuchni prowadzenia rozmów z porywaczami nie mówił nic" - mówi dziennikarz.

bs, jk
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «