"Rzeczpospolita" pisze, że Beata Mosebach - matka 4-letniego Jasia - została zatrzymana przez polską policję po rozprawie odwoławczej przed polskim sądem. Dziecka nie odebrano, bo kobieta ukrywa je u rodziny.

To dlatego Jaś nie wróci do ojca, który - powołując się na sprzyjający mu niemiecki sąd - chce odebrać Polce dziecko. Gwoli przypomnienia: prawa do syna odebrano kobiecie dzięki zabiegom Jugendamt (niemieckiego urzędu ds. młodzieży), który zwyczajowo sprzyja Niemcom.

Sprawa nieoczekiwanie połączyła polskich polityków różnych opcji. Bulwersują się tym, że polskie organy ścigania zatrzymały kobietę. "To podważa wiarygodność polskiego wymiaru sprawiedliwości, który wypełniając postanowienia niemieckiego sądu, nie dba o dobro swych małych obywateli. To koszmar dla małego dziecka" - powiedziała "Rzeczpospolitej" Mirosława Kątna, psycholog i szefowa Komitetu Obrony Praw Dziecka.

Policja zatrzymała Mosebach na podstawie europejskiego nakazu aresztowania wydanego przez Niemców. "Polska jest niestety bezrefleksyjnym egzekutorem europejskich nakazów aresztowania" - powiedział "Rzeczpospolitej" Marcin Libicki, europoseł PiS, przewodniczący Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, która zajmuje się problemem odbierania praw rodzicielskich rodzicom z małżeństw obcokrajowców z Niemcami.

Po zatrzymaniu Mosebach, kobieta została zawieziona do prokuratury. "Została poinformowana o postawionym jej przez prokuraturę niemiecką zarzucie uprowadzenia nieletniego. Potem została zwolniona do domu" - mówi "Rzeczpospolita" Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie.