O podstawę wypowiedzenia zapytało ambasadora radio ZET, które doniosło o aferze. W rozmowie tłumaczył jedynie, że obie referentki wyleciały z pracy zgodnie z prawem, bo praca w ambasadzie wymaga sporych kwalifikacji i jeśli się im nie sprosta można ją stracić.

Tymczasem, kobiety, które pracowały w polskim przedstawicielstwie przy OECD w Paryżu, widzą to inaczej. Wprawdzie teraz o mobbingu nie chcą rozmawiać. Ale w skardze do MSZ napisały, że choć żona ambasadora nie pracuje w placówce to wydawała polecenia, krytykowała, a także poniżała niektórych pracowników.

Co na to nasz MSZ? "Nasze biuro wewnętrznej kontroli wyda jakąś opinię po zaznajomieniu się ze stosunkiem wszystkich zaangażowanych w ten spór stron. Jeśli zarzuty miałyby się potwierdzić to zostaną wyciągnięte konsekwencje" - powiedział Radiu ZET rzecznik prasowy MSZ Piotr Paszkowski. Kobiety nie chcą zdradzić czy pójdą ze sprawą do sądu.