Jak wynika z oficjalnych danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, w latach 1997-2007 stwierdzono w Polsce prawie 2 tysiące przypadków handlu ludźmi, głównie kobietami. Ale według zgodnej opinii specjalistów z policji i organizacji pozarządowych to wierzchołek góry lodowej, co potwierdzają dane Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Według monitoringu prowadzonego przez fundację La Strada wśród ofiar dominują Ukrainki, sporo jest także obywatelek Mołdawii, Bułgarii, Rumunii i Białorusi. Coraz częściej zdarzają się też Afrykanki. Przywożone do Polski pod pretekstem podjęcia dobrze płatnej pracy najczęściej trafiają do domów publicznych w krajach zachodniej Europy - m.in. w Niemczech oraz Skandynawii, gdzie handlarze czerpią najwyższe zyski ze swego procederu.

W ten sposób zwabiona została m.in. Janet J., Nigeryjka, której gehennę dwa lata temu opisał DZIENNIK. Zwabiona podstępem 20-letnia wówczas dziewczyna miała świadczyć usługi seksualne we Włoszech. Wielokrotnie gwałcona i bita cudem uciekła z rąk oprawców. Teraz znajduje się pod opieką La Strady.

Jak się okazuje, przypadki Janet i 23-letniej Ugandyjki, której historię po raz pierwszy opisał DZIENNIK nie są odosobnione. Niemal identyczna przydarzyła się dwa lata temu pewnej młodej Kenijce. Z tą jednak różnicą, że Polska od początku miała być dla niej krajem docelowym. Gangsterzy, obiecując pracę kelnerki, ściągnęli dziewczynę do Ustki. "Ale jedynym zajęciem, jakie na nią czekało, było świadczenie usług seksualnych" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik słupskiej policji Jacek Bujarski.

Udało się kobietę uwolnić tylko dzięki telefonowi od anonimowej osoby, która poinformowała policję o gehennie, jaką przeżywa dziewczyna. "Właściciele agencji zostali zatrzymani. Z tego, co wiem, siedzą już w więzieniu" - dodaje Bujarski. Po zakończeniu procesu Kenijka wyjechała z Polski do ojczystego kraju.

Według specjalistów problem handlu ludźmi będzie narastał, bo dla przestępców nasz kraj jest coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem. A jak mówi szefowa La Strady Stana Buchowska, handel ludźmi jest tak samo opłacalny jak narkobiznes czy sprzedaż broni. "Międzynarodowe gangi doskonale wiedzą, że w tym wypadku ryzyko jest wielokrotnie mniejsze" - twierdzi Buchowska. "Przede wszystkim osoby zwerbowane nie mają pojęcia, że jadą do agencji towarzyskich czy swoistych obozów pracy, więc na granicy nie szukają pomocy. Dlatego policja w konfrontacji z bandytami stoi na straconej pozycji. A handlarze są świetnie zorganizowani, mają broń, pieniądze i prawników. Zastraszone ofiary często zostają same, bez ochrony. Nic dziwnego, że wycofują się z zeznań."

Słowa Stany Buchowskiej potwierdzają statystyki. Spośród 2885 osób, które według danych Prokuratury Krajowej od 1995 r. usłyszały zarzuty za handel żywym towarem, skazanych zostało niespełna 200. Sytuacja może się jednak zmienić dzięki ratyfikowaniu przez Polskę konwencji Rady Europy w sprawie działań przeciwko handlowi ludźmi. Konwencja, która zawiera szczegółowe przepisy, jak należy walczyć z organizującymi proceder gangami, wejdzie w życie 1 marca.