"Gdy dotarła do nas w piątek, pierwsze, co zrobiliśmy, to zawieźliśmy ją do kliniki resortu spraw wewnętrznych, gdzie przeszła szczegółowe badania lekarskie. Również pod kątem tego, czy została zgwałcona" - mówi mł. chorąży Agnieszka Golias, rzeczniczka nadwiślańskiego oddziału SG. Nie chce ona jednak powiedzieć nic na temat wyników badań.Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że potwierdzają one dramatyczną relację kobiety, która twierdzi, że wielokrotnie ją gwałcono.

"Rozmawiamy z nią spokojnie. Chcemy, aby nam zaufała. Najważniejsze, aby poczuła, że nie zostanie szybko wydalona do Ugandy. Tam prześladowcy szybko by ją odnaleźli. Skończyłoby się to tragedią" - tłumaczy jedna z działaczek La Strady.

Właśnie dlatego kobieta nie trafiła do zwykłego ośrodka dla uchodźców, a do specjalnego utajonego hostelu La Strady. W ośrodku przebywa kilka kobiet - ofiar handlu żywym towarem. Z obawy przed zemstą ze strony ich prześladowców budynek i jego mieszkanki znajdują się pod całodobową kontrolą policji.

Tymczasem dalsze istnienie ośrodka jest zagrożone. Poszukując oszczędności, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji odmówiło bowiem jego dalszego finansowania. "Kilkaset tysięcy złotych dla La Strady przekracza nasze możliwości" - tłumaczył kilka dni temu wysoki rangą urzędnik ministerstwa. Jednak po nagłośnieniu przez DZIENNIK historii młodej Ugandyjki pojawiła się szansa, że pieniądze się znajdą.

"Na pewno zrobimy, aby organizacji pomóc przetrwać trudny czas. Mogę się do tego zobowiązać publicznie. Premier osobiście się tym interesował, rozmawialiśmy już na ten temat i będziemy szukali dobrego rozwiązania" - zadeklarował w radiowej "Trójce" szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.