Logo Białegostoku to jednak nie plagiat
Logo Białegostoku ze słonecznymi żółto-czerwonymi promieniami nie jest plagiatem - orzekli wynajęci przez miasto eksperci. Ich ekspertyza to efekt głośnej afery z nowym symbolem miasta, które okazało się być rażąco podobne do tego, które mają homoseksualiści i biseksualiści z Nowego Jorku.
- Książka reporterów "Wyborczej" plagiatem?
- Narkopolacy i geje piszą się solidarycą
- Reklama Polski plagiatuje Francuzów?
- Doktor z UMK splagiatował artykuły
- Ślubów polskim gejom udziela "katolicka" sekta
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Korzystną dla siebie ekspertyzą pochwalił się prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Powołując się na opinie niewymionionych z nazwiska ekspertów prawa autorskiego ogłosił, że logo nie powstało na drodze świadomej inspiracji znakiem nowojorskiej organizacji, ale jako samodzielna praca twórcza. "Mogło dojść do przypadkowej podwójnej twórczości lub nieświadomego zapożyczenia z cudzego utworu, co jednocześnie wyklucza plagiat" - głosi opinia.
Podejrzenia o plagiat pojawiły się w grudniu, gdy internauci zwrócili uwagę na bardzo duże podobieństwo białostockiego logo do znaku używanego przez organizację skupiającą m.in. nowojorskich homoseksualistów i biseksualistów. Autorzy pracy – artyści z krakowskiej agencji Eskadra – zapewniali, że nie dokonali plagiatu. Tłumaczyli, że podobieństwo do znaku z USA jest przypadkowe i niezamierzone.
Miasto zleciło wówczas wykonanie ekspertyz prawnych, które miały wyjaśnić sprawę. Jednocześnie wycofało się jednak z umowy na realizację kampanii promocyjnej Białegostoku w Polsce, którą miała przygotować Eskadra.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!