Sprawa dotyczy kilkadziesięciu tysięcy młodych Polaków. Mimo, że armia od nowego roku zrezygnowała z poboru, prokuratury nadal ścigały ich za to, że w przeszłości uchylali się przed służbą wojskową. Jak dotychczas ministerstwo obrony narodowej ogłosiło jedynie anulowanie ich kart powołania - jeśli zdążył się za nich zabrać prokurator, ich sytuacja po 1 stycznia nic się nie zmieniła. Wciąż groziło im więzienie, byli ścigani listami gończymi, mieli kłopoty ze znalezieniem pracy i uzyskaniem kredytu bankowego.

Ale minister Obrony Narodowej, Bogdan Klich ogłosił w piątek, że poprosił ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę o to, by prokuratura zaprzestała ścigania takich niedoszłych żołnierzy. W piśmie do Czumy tłumaczył, że ich czyn ma "znikomą szkodliwość". "To co miało duże znaczenie tak długo jak armia była przymusowa, w tej chwili nie ma żadnego znaczenia, gdy jest ochotnicza. Szkodliwość tego czynu jest bardzo niewielka" - ocenił Klich. Według słów szefa MON nowy minister sprawiedliwości "bardzo poważnie" rozważy jego propozycję.

O taką abolicję już na początku grudnia apelowałna łamach DZIENNIKA na początku grudnia Zbigniew Hołda z Fundacji Helsińskiej.

Według Klicha minister Czuma zobowiązał się, że bardzo poważnie rozważyć tę propozycję.