Więźniowie nie pogadają przez komórkę
Służba Więzienna planuje zainstalować zagłuszarki sygnału telefonów komórkowych. Wszystko dlatego, że mimo zakazu posiadania komórki w celi, coraz więcej skazanych wpada na korzystaniu z własnych aparatów. "To już prawdziwa plaga"- mówią strażnicy.
- Wojna o uwolnienie telefonów komórkowych
- "Siedziałem z porywaczami Olewnika"
- Uczniowie spotkają się z byłymi więźniami
- Nie chcesz odwyku - trafisz do więzienia
- 750 tysięcy Polaków nie ma telefonu
- Co 10 dni mamy samobójstwo w więzieniu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Z danych Biura Ochrony i Spraw Obronnych więziennictwa wynika, że w 2008 r. u więźniów odnajdywano średnio 11 nielegalnych telefonów tygodniowo. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba komórek znajdowanych w więzieniach i aresztach wzrosła o ponad 260 procent - z 233 w 2004 r. do 607 w roku 2008.
Dlatego w niektórych więzieniach mogą w przyszłości zostać zainstalowane specjalne zagłuszarki sygnału GSM. – Rozważamy możliwość zainstalowania zagłuszarek, jednak istnieją pewne ograniczenia techniczne pracy takich urządzeń ze względu na architekturę i usytuowanie jednostek – twierdzi Biuro. Dlatego najpierw planowane są testy zagłuszarek.
- Komórki pod celami to już nie jakiś problem, ale po prostu prawdziwa epidemia. Z naszych informacji wynika, że przestępcy, którzy powinni być całkowicie odizolowani, mogą spokojnie sterować poczynaniami swoich ludzi na wolności, czy ustawiać świadków tak, aby korzystnie dla nich zeznawali. To rozbija naszą pracę – opowiada TVP Info jeden ze śledczych prokuratury krajowej.
Podobnego zdania są policjanci, którzy jako winnych sytuacji wskazują na skorumpowanych funkcjonariuszy służby więziennej. – Przy takiej ilości komórek za kratami, nie można mówić, że są przemycane w paczkach lub podczas widzeń. Więźniom i aresztantom musi pomagać ktoś pracujący w SW – mówi oficer operacyjny CBŚ.
Za murami działają nawet wypożyczalnie telefonów komórkowych. Przemycone aparaty trafiają najczęściej do osadzonych będących poza podejrzeniami, czyli nie siedzącymi za najpoważniejsze przestępstwa. Oni przekazują aparaty dalej, głównie aresztantom, którzy są baczniej strzeżeni przez strażników. – Często telefon można pożyczyć na kilka połączeń od strażnika. Kosztuje to ok. 100-150 zł. – opowiada M., który spędził kilka lat w warszawskich aresztach i więzieniach.
Nielegalne telefony komórkowe najwięcej korzyści dają uwięzionym gangsterom. Z informacji operacyjnych policji wynika, że przestępcy wykorzystują nielegalne komórki przede wszystkim do ustawiania zeznań i załatwiania sobie alibi. Często dobrze ukryty telefon pozwala utrzymać kontakt z kompanami na wolności i umożliwia dalsze kierowanie grupą.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!