Jak powiedział Artur Chorąży z zespołu prasowego lubuskiej policji, w sobotę wieczorem zaniepokojona rodzina zgłosiła policji, że mężczyzna nie wrócił z wędkarskiej wyprawy na jezioro Chłop w pobliżu Pszczewa. Policja jeszcze tego samego dnia znalazła miejsce, w którym mógł wpaść do wody. Z powodu zapadającego zmroku poszukiwania trzeba było jednak przerwać. Dopiero w niedzielę rano płetwonurkowie ze straży pożarnej zeszli pod wodę i znaleźli ciało 54-latka.

W tym roku to druga tragedia z udziałem wędkarza łowiącego ryby na zamarzniętym jeziorze. Poprzedni wypadek miał miejsce 3 stycznia, również w Lubuskiem. Lód załamał się wówczas pod 55-letnim wędkarzem na jeziorze w okolicach Krosna Odrzańskiego.

W Lubuskiem od kilku tygodni akweny są skute lodem. Jego pokrywa nie jest jednak jeszcze na tyle gruba, by być w pełni bezpieczna. Policjanci apelują o rozsądek. "Temperatury nie sprzyjają tworzeniu się grubej pokrywy lodowej na jeziorach. Każde wejście na zamarznięte jezioro może zmienić się w tragedię" - mówi Artur Chorąży.