Od godz. 9 rano prokuratorzy wraz z ekspertami Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych prowadzili wstępne oględziny wraku śmigłowca, który rozbił się we wsi Jarostów na Dolnym Śląsku. Kilka minut po godz. 13 ogłosili, że najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy było gwałtowne załamanie pogody. "Wydaje się, że pilot wleciał nagle w jakąś mgłę i stracił widoczność. Tuż przed wypadkiem najprawdopodobniej wykonywał jakiś manewr. Nie wiadomo, czy była to próba nawrotu, czy szukanie miejsca karambolu, do którego leciał" - mówi Edmund Klich.

>>>Zginęli, lecąc na ratunek

Taką hipotezę potwierdzają rownież relacje świadków. Jedna z osób przyznała, że w chwili gdy doszło do katastrofy w pobliżu Jarostowa, widoczność utrudniała gęsta mgła i padający śnieg.

"Na razie nic nie wskazuje na to, by do wypadku doprowadziła awaria maszyny, ale nie można jeszcze ostatecznie wykluczyć tej hipotezy" - dodaje Klich.

Jeszcze dziś wrak zostanie przewieziony w inne, nieustalone jeszcze ostatecznie miejsce, gdzie zostanie poddany dalszym oględzinom. Jutro przeprowadzona zostanie sekcja zwłok pilota i pielegniarza, którzy zginęli w katastrofie.